Jest matka, która mieszka razem z ośmioletnim synem. Nazwijmy go Olkiem.
Matka Olka kilka lat temu zdecydowała się na rozwód ze swoim mężem, który jest biologicznym ojcem chłopca. Kobieta absolutnie nie żałuje tego, że zdecydowała się na rozwód. Co prawda została w ten sposób samotną matką, ale dzięki temu ma wreszcie święty spokój.
O jej byłym mężu nie można powiedzieć niczego dobrego. Od dawna jest czynnym alkoholikiem, który w domu doprowadzał do nieustających scysji i dzikich awantur. Często w trakcie tych awantur sięgał do "ostatecznego argumentu" tj. do argumentu siły...
Zależało mu jedynie na tym, aby się napić, a los żony i syna był mu całkowicie obojętny. Facet zaraz po wypłacie lubił przesiadywać w okolicznych knajpach, skąd wracał późno w nocy głośno się awanturując, a czasem nie wracał w ogóle. Jak się później okazało, gość oprócz picia lubił też romansować i czasem korzystał z noclegu oferowanego przez jedną z jego kochanek.
Dlatego kobieta absolutnie nie żałowała swojej decyzji o rozwodzie, a jedyne czego było jej żal, to fakt, że podjęła tę decyzję tak późno. Sąd na rozprawie orzekł rozwód i zasądził od ojca płacenie alimentów na rzecz syna. Mieszkanie należało do matki chłopca, dlatego po ogłoszeniu wyroku były mąż musiał się wyprowadzić. Syn został z matką, co ojciec uznał z góry za sprawę oczywistą, dlatego o przygarnięcie syna w ogóle nie zabiegał.
Kobieta pomimo rozwodu wciąż utrzymuje kontakt z byłym mężem, bo zależy jej na tym, aby syn miał kontakt z ojcem. Robi to pomimo tego, że były mąż w ogóle nie interesuje się losem Olka. Nie pomaga jej w wychowywaniu syna i albo nie płaci w ogóle zasądzonych alimentów, albo płaci tylko część tej kwoty, którą zasądził sąd na procesie rozwodowym.
W efekcie kobieta wpuszcza byłego męża do swojego domu, który bardziej niż synem interesuje się tym, aby coś wynieść z mieszkania i szybko zastawić w lombardzie, a pieniądze przeznaczyć na alkohol. Niedawno podczas "ojcowskiej wizyty" takim "łupem" okazał się tablet syna...
Eks mąż raczej rzadko przychodzi w odwiedziny, ale jak się już pojawi, to nie omieszka powiedzieć byłej żonie kilka "ciepłych słów". W zależności od nastroju wyzywa ją wówczas od suk, szmat lub ścierek. Nie zapomina jednak przy tym, aby mieć przy sobie "dyżurną" pustą reklamówkę. Ostatnio dzięki temu udało mu się skutecznie "wyczyścić" byłej żonie lodówkę - bo przecież żarcie też kosztuje, a on, biedny, nie ma kasy...
Na pytanie, dlaczego kobieta wciąż utrzymuje kontakt z takim padalcem zamiast już dawno kopnąć go w "cztery litery", odpowiada:
- To nie jest takie proste. Już dawno zerwałabym z nim kontakt, gdyby nie syn. Robię to dla niego. On bardzo kocha tatę. Ciągle o nim mówi. Dzwoni do niego albo pisze na FB. Ciągle to robi, chociaż ojciec ani nie odbiera tych telefonów, ani mu nie odpisuje. Ale to synowi nie przeszkadza. Cały czas go zaprasza. Mówi mu, że tęskni za nim, że go kocha i prosi, aby wrócił i zamieszkał razem z nim. On nie rozumie, że ojciec najzwyczajniej w świecie ma go gdzieś...
Ja nie chcę już teraz burzyć jego dziecięcego świata, bo kiedyś, gdy także miałam 8 lat, moja babcia powiedziała mi prosto z mostu, że mój ojciec to jest wyjątkowy sukinsyn, który cały czas bardzo krzywdził moją mamę i nie chciał abym się urodziła, a po moim urodzeniu po prostu nie chciał mnie znać. Było to tak gorzkie i bolesne, że tę chwilę zapamiętałam jako straszną traumę, którą rozpamiętuję przez całe dalsze życie. To był moment, kiedy babcia brutalnie wyrwała mnie ze świata dziecięcej ułudy i gwałtownie przeniosła w świat dorosłych.
Bardzo chcę oszczędzić tego bolesnego rozczarowania mojemu synowi. On i tak z czasem pozna prawdę o swoim ojcu, ale wolę, aby odbyło się to stopniowo, w miarę jak zacznie coraz więcej rozumieć, a nie gwałtownie, tak jak to było ze mną.
Co Waszym zdaniem będzie lepsze w rozważanej sytuacji - zerwać całkowicie wszelkie kontakty z tym gadem i zburzyć przez to naiwną wiarę syna, że ojciec go kocha, czy nadal utrzymywać obecne status quo, czyli wciąż dawać się wyzywać i okradać byłemu mężowi, ale dzięki temu oszczędzić synowi brutalnego przekroczenia progu pomiędzy światem dziecka a światem dorosłych?