Witaj Miły Gościu na pokładzie Linii Lotniczych "Smurffair". Rozgość się tutaj - mój wirtualny barek jest zawsze obficie zaopatrzony ;) Życzę wyłącznie miłych lotów i wielu przyjemnych wrażeń!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opowiastki z dreszczykiem.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opowiastki z dreszczykiem.. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 lutego 2016

Azyl.

Znów stał na tym samym skraju przepaści. 
Skoczył i natychmiast wzbił się w powietrze. Rozpostarł ramiona, które uniosły go w górę. Płynąc w rześkim powietrzu poczuł ulgę. Wiedział, że tam na ziemi popełnił kiedyś Wielkie Zło, ale tutaj, w przestworzach zawsze czuł się bezpiecznie. Tutaj był nieosiągalny dla innych ludzi. Dawało mu to jednocześnie poczucie ogromnej siły i całkowitej bezkarności.
Najpierw wzbił się niemal pionowo w górę, a potem gwałtownie zanurkował. Czuł na policzkach pęd powietrza, gdy je rozcinał lotem koszącym. Nagle zrobił zwrot, wzniósł się ku górze i znów dostojnie i majestatycznie płynął w powietrzu niczym orzeł.

Nie pamiętał od kiedy potrafił latać, ale zawsze to uwielbiał. To było coś, co nadawało sens jego życiu, stanowiło jego największą pasję. Jeżeli na ziemi było źle wtedy zawsze wiedział gdzie się schronić. Przestrzeń w którą rzucał się stojąc na skraju przepaści stanowiła jego azyl. Tak było od kiedy pamięta. I ta przestrzeń nigdy go nie zawiodła. Nigdy.


http://ziolkowskigregor.de/imagesOIL/Pustka.jpg

I nagle poczuł, że znowu tam stoi. Na skraju znajomej przepaści. 
Zewsząd czuł narastające zagrożenie. Nie wiedział z której strony dokładnie idą, ale był przekonany, że jeśli zaraz nie skoczy, to go dostaną. Byli wszędzie.

Skoczył. Rozpostarł ramiona.

Wtedy poczuł, że tym razem wcale nie frunie. Zamiast unosić się w powietrzu zaczął gwałtownie spadać. Przestrzeń tym razem nie dała mu azylu. Zrozumiał, że umiejętność unoszenia się w powietrzu była jedynie złudzeniem.
To był tylko sen. Cały czas śnił, że fruwa. 
Ale teraz gwałtownie spadał. I to już nie był sen. Sen był wtedy, gdy fruwał. Teraz, gdy spadał wprost ku twardym skałom na samym dnie przepaści sen ustąpił miejsca przerażeniu. 
Z całym impetem rąbnął w skałę i tak się skończył jego ostatni lot.

Otworzył oczy.
Poczuł, że leży na samym dnie wyżłobionej skały, która w tym miejscu tworzyła coś na kształt wyniosłej komnaty.

Wtedy zrozumiał, że to wszystko było tylko snem. 
Nigdy nie umiał fruwać, nigdy nie spadł w przepaść i nigdy ne obudził się w skalnej komnacie. To był tylko sen.


wtorek, 9 września 2014

Klątwa czerwonych róż.

Rzucam na ciebie klątwę
bo jesteś moja.
nie mogę już tego znieść
nie
nie
nie
nie kłamię.

nie
nie obchodzi mnie
że mnie nie chcesz,
bo i tak jestem twój
twój
twój! 
tak
tak!

twój
twój
twój
kocham cię
kocham cię
kocham cię
tak!

/Creedence Clearwater Revival "I Put A Spell On You" - fragm. tłum./


Sylwia patrząc mu prosto w oczy wypowiedziała wreszcie te straszne słowa, których obawiał się już od pewnego czasu:
- Tak, masz rację, nie kocham cię. Kocham Wiktora. Jutro po pracy wyniosę się stąd, odchodzę do niego. Nie rób sobie zbędnych nadziei - to koniec.

Wiedział, że mówi prawdę. Właściwie już od dawna o tym wiedział. Ale nie dopuszczał do siebie tych myśli, łudził się, że to przejściowe, że między nimi będzie jak dawniej.

Nad ranem cicho zakradł się do jej auta, aby szybko i umiejętnie podciąć przewody hamulcowe. Wiedział jak to zrobić, aby wyglądało to na zwykły wypadek. W końcu już od kilku lat prowadził swój własny warsztat samochodowy i znał się na tej robocie.
Sylwia od zawsze lubiła szybką jazdę, a droga na pewnym odcinku biegła skrajem głębokiego wąwozu...

W trakcie pogrzebu położył na jej grobie ogromny wieniec wykonany z pięknych czerwonych róż.
Napis na wieńcu głosił "Zawsze będę Cię kochał".