Witaj Miły Gościu na pokładzie Linii Lotniczych "Smurffair". Rozgość się tutaj - mój wirtualny barek jest zawsze obficie zaopatrzony ;) Życzę wyłącznie miłych lotów i wielu przyjemnych wrażeń!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sportowe.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sportowe.. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 września 2014

Do boju Polsko!

Trochę mniej jest mnie obecnie w blogosferze, a to dlatego, bo prawie codziennie oglądam mecze siatkarskich mistrzostw świata. Co prawda Polsat zakodował transmisje, ale wobec globalnego zasięgu Internetu jest już bezsilny. Np. dzisiejszy mecz z Rosją, przesądzający o naszym udziale w półfinałach, oglądałem sobie w jakiejś katarskiej TV :)
Co ciekawe - podobno takie oglądanie jest nielegalne. Śmieszy mnie to, że jak Polsat zakodował transmisje, dzięki czemu polscy kibice nie mają możliwości obejrzeć w powszechnie dostępnych kanałach swojej własnej reprezentacji w trakcie mistrzostw świata odbywających się w ich własnym kraju, to jest to legalne, ale jeśli ja nie chcę płacić Polsatowi haraczu za dostęp do tych transmisji i oglądam je sobie w necie nadawane z innych krajów, to jest to nielegalne.
Czy nie pachnie Wam to jakąś paranoją? Bo mi tak właśnie pachnie :)
Ale mniejsza z tym - mam nadzieję, że Polsat straci na tym wizerunkowo i więcej takich imprez już nie zakoduje.

Jeśli zaś chodzi o stronę sportową całej imprezy, to muszę przyznać, że nasi mnie rozczarowali. Bardzo miło mnie rozczarowali :) 
Gdy kilka dni temu w wyniku losowania trafiliśmy do jednej grupy z Rosją i Brazylią, pomyślałem sobie, że właściwie już jest po ptokach, bo przecież nie mamy szans na zwycięstwo z tymi siatkarskimi potęgami. No i proszę, a jednak wygraliśmy! Było ciężko, ale udało się! :)
W najbliższą sobotę będziemy grali mecz półfinałowy z drużyną Niemiec, w którym nie przewiduję innego wyniku niż zwycięstwo naszej reprezentacji. 
A na koniec czeka nas wielki finał z Francją lub Brazylią. Będzie ciężko, ale skoro już raz wygraliśmy z tymi drużynami podczas tych mistrzostw, to dlaczego nie mielibyśmy wygrać po raz drugi?

A więc - do boju Polsko!



Dopisane w dniu 23.09.2014 r.

No i proszę, nasi górą! :)
Pokonując w półfinale reprezentację Niemiec i w finale drużynę Brazylii, nasi siatkarze zostali po raz drugi w historii MISTRZAMI ŚWIATA!
Czekaliśmy na to długie 40 lat... ale w końcu się doczekaliśmy! Brawo nasi siatkarze! :)




czwartek, 25 kwietnia 2013

Bello di notte.




Robert Lewandowski zachwycił swoim wczorajszym występem wszystkich sympatyków futbolu. Zdobywając cztery bramki w pierwszym półfinałowym meczu Ligi Mistrzów przeciwko najbardziej utytułowanej drużynie świata - Realowi Madryt, Polak wszedł na stałe do historii futbolu.
Jeszcze żaden zawodnik w historii rozgrywek LM nie strzelił czterech bramek w meczu półfinałowym, nikt też do tej pory w historii rozgrywek LM nie strzelił czterech bramek grając przeciwko wielkiemu Realowi. Nic dziwnego, że miłośnicy futbolu na całym świecie zachwycają się wczorajszą grą Polaka.

Zobaczmy wszystkie bramki z wczorajszego meczu /w tym cztery bramki "Lewego" oraz jedna bramka zdobyta przez Cristiano Ronaldo/ i posłuchajmy jak "pieje" z zachwytu nad Robertem jeden z obcojęzycznych komentatorów sportowych.



Naprawdę serce rośnie jak się widzi co Robert wyczynia pod bramką przeciwnika. 
"Lewy" bryluje na europejskich boiskach już od kilku miesięcy, między innymi prowadzi w klasyfikacji strzelców Bundesligi, jest też aktualnie drugi w klasyfikacji najlepszych strzelców tegorocznej edycji Ligi Mistrzów, ciągle też winduje w górę statystykę rozegranych meczów Bundesligi ze strzelonym co najmniej jednym golem.

Bardzo się cieszę, że doczekaliśmy się wreszcie po wielu latach posuchy gracza światowego formatu. Ostatnim z wielkich polskich piłkarzy był jak do tej pory Zbigniew Boniek, obecny prezes PZPN, który grając we włoskim Juventusie Turyn zaliczany był do ścisłej światowej czołówki. Ponieważ Juventus z reguły grał wieczorami, Boniek dzięki swojej kapitalnej grze został przez włoskich kibiców nazwany "bello di notte", co oznacza "piękny nocą".
Boniek po obejrzeniu wczorajszego meczu oświadczył na Twitterze, że oddaje swój tytuł "Lewemu". To piękny gest Bońka, który w ten sposób docenił wspaniały wyczyn Roberta.

Mam nadzieję, że to dopiero początek pasma sukcesów "Lewego", który będzie nas cieszył swoją grą jeszcze przez długie lata, niezależnie od tego, w jakiej drużynie będzie grał w przyszłości.


niedziela, 3 lutego 2013

Quo vadis wyczynowy sporcie?


http://www.washingtonpost.com/blogs/compost/files/2013/01/Armstrong_Oprah-05151-308_image.jpg

Niedawna "spowiedź" Lance'a Armstronga w programie Oprah Winfrey wywołała u mnie stan przygnębienia i rozczarowania. Wbrew nasilającym się pogłoskom, że ten słynny kolarski czempion stosuje doping, przez cały czas jakoś trudno mi było w to uwierzyć. Ufałem mu, ciągle wierzyłem w jego zapewnienia, że jest czysty i swoje liczne tytuły zdobył uczciwie.
Dziś wiem, że byłem po prostu naiwny, chciałem wierzyć, że są jeszcze na tym świecie wielcy sportowcy, którzy nie stosują takich metod, a do wszystkich osiągnięć dochodzą wyłącznie talentem i ciężką codzienną pracą. 
Przyznaję, że nadal chciałbym w to wierzyć, chociaż Armstrong ostatnio zasiał we mnie silne ziarno niepewności, czy w ogóle jeszcze są tacy sportowcy. Pewnie jeszcze są, ale ilu z nich jest faktycznie "czystych"? Jaki procent spośród ogółu sportowców?

Nie wiem na co liczył Lance Armstrong przyznając się po latach zaprzeczania, że regularnie stosował doping. Na to, że opinia publiczna mu wybaczy, skoro szczerze wyznał swoje winy?
Nie liczyłbym na to. Za późno panie Armstrong, za długo pan zaprzeczał i szedł "w zaparte", aby teraz można to było panu wybaczyć... nie po tych wszystkich atakach na świadków zeznających, że pan brał, nie po tych wszystkich zeznaniach pod przysięgą, żeś pan niczego nie brał... tym bardziej, gdy teraz okazało się, że brałeś pan wszystko... 
Tym bardziej panie Armstrong, że dla milionów ludzi na całym świecie przez kilka ładnych lat byłeś pan bohaterem, a teraz okazało się, że jesteś pan zwykłym oszustem... dlatego nie żal mi pana, panie Armstrong i mam nadzieję, że wszyscy ci sponsorzy i wszystkie te instytucje wobec których pan po prostu podle łgał, teraz wezmą pana "za tyłek" i trafi pan za to za kratki "goły i bosy" - bo cała nieuczciwie zdobyta fortuna także zostanie panu odebrana...

Po aferze z Armstrongiem zacząłem się zastanawiać, dokąd w ogóle zmierza sport wyczynowy? Zauważmy, że stale bite są nowe rekordy, jakby ludzie rodzili się coraz szybsi i coraz bardziej sprawni... a przecież jest gdzieś kres fizycznych możliwości człowieka, bariera nie do pokonania, za którą może być już tylko doping... i jak się teraz okazało, Lance Armstrong już dawno przekroczył tę granicę... teraz jakoś trudno mi uwierzyć, że tylko on jeden, a cała reszta czempionów jest "czysta". A może po prostu doping nie został u nich wykryty i podobnie jak w sądzie istnieje "domniemanie niewinności"? 
Wykryte niegdyś przypadki korzystania z dopingu przez byłe gwiazdy światowego sportu, jak Ben Johnson, Marion Jones, czy Jan Ullrich, zdają się to potwierdzać.

A więc, co dalej wyczynowy sporcie?
Może, jak chcą niektórzy, podobnie jak w przypadku amatorów i zawodowców, trzeba  podzielić sportowców na dwie kategorie - tych, którzy jawnie stosują doping i tych, którzy głoszą, że tego nie robią?
Wtedy przynajmniej w tej pierwszej kategorii sprawa by była jasna - brak kontroli dopingowych sprawiłby szybkie pojawienie się "wolnej amerykanki", gdzie sportowcy mogą robić co chcą, byle tylko zwyciężyć i poprawiać rekordy. Wtedy przynajmniej wszyscy startujący mieliby równe szanse... tylko czy takie "brudne" zawody chciałby jeszcze ktoś oglądać? I czy możemy mieć pewność, że w tej drugiej kategorii /sportowców nie stosujących dopingu/ faktycznie wszyscy byliby "czyści"? 
Zauważmy też, że w tym momencie znowu wracamy do punktu wyjścia...

Oglądając kadry z filmu "Rydwany Ognia" mam nadzieję, że przynajmniej wtedy ówcześni sportowcy, wielcy olimpijczycy tamtych czasów prowadzili uczciwą walkę opartą na rywalizacji fair play, a wygrywali ci, którzy rzeczywiście byli najlepsi, najszybsi i najsilniejsi...
Niestety, gdy widzę Armstronga "spowiadającego się" Oprah Winfrey, w mojej głowie automatycznie rodzi się pytanie:
- a może tak już jest od dawien dawna, że wyczynowy sport dopingiem stoi, a wygrywał zawsze ten, kto potrafił najbardziej umiejętnie i najbardziej skutecznie stosować doping, ale nigdy nie dał się przy tym złapać?


wtorek, 31 lipca 2012

Będzie się działo!



Reprezentacja naszych siatkarzy po triumfie w Lidze Światowej, lipiec 2012 rok.

O tym, że drużyna naszych siatkarzy ma w sobie wielki potencjał mówiło się co najmniej od 10 lat.
Co z tego skoro w meczach o najwyższą stawkę nasi reprezentanci wychodzili na boisko spięci i zestresowani. W ich oczach już na początku ważnych spotkań z takimi markowymi drużynami jak Brazylia czy Włochy widać było lęk zmieszany z dużym respektem dla przeciwnika. Wprawdzie nasi siatkarze za każdym razem obiecywali kibicom walkę o zwycięstwo, ale tak naprawdę już od początku takich spotkań psychicznie nastawieni byli się na porażkę, co było widać na boisku.
W efekcie nie były to z reguły mecze o zwycięstwo, lecz o w miarę honorową porażkę, co zresztą z reguły im się udawało. Tak było za czasów gdy naszą reprezentację prowadzili polscy trenerzy - Ireneusz Mazur, Ryszard Bosek, Waldemar Wspaniały i Stanisław Gościniak.
Podobnie było także później, gdy trenerem został Raul Lozano, a później Daniel Castellani.
Chłopcy grali i walczyli, ale w walce o najwyższe laury na ogół ponosili porażki.

Tak było aż do 2011 roku, gdy trenerem naszej reprezentacji został Andrea Anastazi.

https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjOAcWpwWKllXgLt76jD0wi2u8uH8zyr8xlpuBMWOzHfn9sutkevuJfRFXNGT6QlHQ-F_aD0VU3zvLeeQWBjwtthTGC40NiUfGKQSrS65wFPhbTSaMU705rt9u6NdXyXyu7U7eRIPM7tFc/s1600/b08f5c4eb36b2ca55588b2166960ba52%252C9%252C1.jpg
Andrea Anastazi - zdjęcie z adresu jw.

Wielki sukces Włocha polega na tym, że odmienił tę drużynę mentalnie. Teraz mają oni mentalność zwycięzców, przestali grać o honorowe porażki, a zaczęli grać o zwycięstwa.
Nie wiem jak Andrea Anastazi tego dokonał, ale dokonał i chwała Mu za to.
Dzięki temu od pewnego czasu z wielką satysfakcją oglądam zespół, który za każdym razem dąży do zwycięstwa, bez oglądania się na klasę przeciwnika. Było to także widać w niedzielnym meczu z Włochami, zwłaszcza w najbardziej zażartym trzecim secie, gdzie aż do stanu 13:12 dla Włochów była walka "punkt za punkt" i gdzie aż do tego momentu zanosiło się w końcówce seta na grę na przewagi. Ale od tego stanu nasi chłopcy wreszcie przełamili zażartą włoską obronę dzięki czemu udało im się wygrać tego seta 25:23.
Czwarty set, który okazał się ostatnim, był już w zasadzie "grą do jednej bramki". Załamani Włosi popełniali błąd za błędem i nie stawiali już większego oporu, dzięki czemu nasi wygrali tego seta 25:14 i cały mecz 3:1. 
Muszę też przyznać, że od pewnego czasu jestem pełen podziwu dla odporności psychicznej naszych chłopaków, ale jak ma się za trenera taką oazę spokoju jak Andrea Anastazi, to chyba przychodzi to niemal automatycznie ;)
Nasza drużyna obecnie stanowi monolit, w którym trudno o jakieś słabe punkty.
Chłopaki bardzo poprawili odbiór zagrywki i grę kombinacyjną przy siatce, co wcześniej było dość słabym punktem naszej reprezentacji. Teraz takich słabych punktów praktycznie nie ma, a gdy się patrzy na to, co prezentują nasi gracze, nieraz same ręce składają się do oklasków.
Jestem pewien, że z taką grą i z taką odpornością psychiczną stać naszych na walkę o najwyższe cele, z mistrzostwem olimpijskim włącznie. 
Czego im zresztą serdecznie życzę, bo powiedzmy sobie szczerze - 36 lat oczekiwania na powtórzenie sukcesu drużyny Huberta Wagnera to jest naprawdę szmat czasu i dlatego taki długi okres powinien wystarczyć nawet dla najbardziej cierpliwych kibiców ;)

Z uwagi na powyższe gorąco zapraszam wszystkich zainteresowanych siatkówką do trzymania kciuków za naszych siatkarzy, bo bez wątpienia są tego warci.
I podobnie jak Bartosz Kurek chcę wszystkich zapewnić, że bez względu na ostateczny wynik naszej drużyny - będzie się działo!



niedziela, 6 lutego 2011

Robert, trzymam za Ciebie kciuki.


Dzisiejszy wypadek Roberta Kubicy niespecjalnie mnie zachęcił do napisania posta o postrzeganiu natury zła.
Wygląda na to, że będziesz musiała jeszcze trochę poczekać, Wiolu. 

To głównie sukcesy Roberta Kubicy sprawiły, że kilka lat temu z absolutnego dyletanta Formuły 1 dość szybko zamieniłem się w aktywnego kibica tego sportu.

Zawsze zdawałem sobie sprawę z ogromnego ryzyka, jakie ma miejsce podczas wyścigów, ale dopóki jest wszystko dobrze, człowiek nie dopuszcza do siebie myśli, że w każdej chwili może przydarzyć się coś złego... aż do momentu, gdy ma miejsce jakiś groźny wypadek, wtedy na powrót dociera do nas, że ludzie ścigający się o ułamki sekund wiele ryzykują i w każdej chwili mogą ulec wypadkom.

Mimo wszystko wierzę, że Robert, podobnie jak wcześniej w Kanadzie, wyjdzie z tego obronną ręką, a więc bez szwanku na zdrowiu i będzie mógł kontynuować swoją wyścigową karierę.

Oby właśnie tak się stało!

Robert, trzymam za Ciebie kciuki!





   Dopisek z dn. 07.02.2011 r.

Okazuje się, że wczoraj był w ogóle feralny dzień, bo dziś przeczytałem, że odszedł Gary Moore... wielka szkoda... pozostawił po sobie między innymi ten utwór...

niedziela, 25 marca 2007

Adam Małysz for ever.

  Wprawdzie dziś miał być całkiem inny post, ale dałem się ponieść fali mego entuzjazmu dla dzisiejszego wyczynu naszego Mistrza. Zaplanowany wcześniej post postanowiłem przesunąć o parę dni, bo dziś był naprawdę wielki dzień - Adam Małysz ponownie odebrał "Kryształową Kulę", co oznacza, że Adam po raz czwarty w swojej karierze zdobył Puchar Świata!

   Adam Małysz - cichy i skromny chłopak niewielkiej postury. Ale Wielki, naprawdę Wielki Sportowiec.
    W swojej sportowej karierze przysporzył nam, kibicom skoków narciarskich wiele, bardzo wiele nie tylko sportowych wzruszeń. Dla mnie przez te wszystkie lata, obserwowanie jak Adam frunie w powietrzu i ląduje tam, gdzie nikt inny nie potrafi, a potem patrzenie, jak stoi na podium, a w tle słychać Mazurka Dąbrowskiego, było wspaniałym i niepowtarzalnym przeżyciem.
    Za co podziwiam Adama Małysza? Nie tylko za fantastyczne skoki. Także za to, że przez ostatnie lata, gdy w całej Polsce panowała "małyszomania" pozostał sobą - skromnym i cichym chłopakiem, któremu nigdy woda sodowa nie uderzyła do głowy. Zawsze wiedział, że najważniejszą dla Niego sprawą jest oddanie dwóch dobrych skoków. I głównie na tym był skoncentrowany i nad tym się skupiał. Profesjonalista w każdym calu.
    Wielki dzięki Mistrzu! Za wszystko, co nam do tej pory, przez te ostatnie lata zafundowałeś. A kto wie, może będzie jeszcze coś ekstra? Z pewnością, tak jak do tej pory, będę trzymał za to kciuki.
   Jedno wiem na pewno - Adam Małysz - cichy i skromny chłopak niewielkiej postury - dla mnie jest Wielki.


 
http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/1/17/Adam_Ma%C5%82ysz_-_Engelberg_2006.jpg