Jeśli ktoś w miarę regularnie i od dawna tutaj zagląda, ten powinien już dawno się zorientować, że szczególną estymą darzę angielski zespół rockowy Pink Floyd.
Utwory tej grupy "puszczałem" chyba najczęściej, szczególnie dużo muzyki tej grupy jest w postach, które roboczo nazwałem "Muzyczne Inspiracje".
Dlatego ostatni album tej grupy "The Endless River", który został wydany w listopadzie br., równo 20 lat po jakże wybitnym "The Division Bell" w moim przypadku nie może przejść bez echa.
Tym bardziej, że najprawdopodobniej jest to ostatni album tej grupy, a więc pożegnalny.
http://www.independent.co.uk/incoming/article9840621.ece/binary/original/The-Endless-River.jpg
Czy jest to album porównywalny do najlepszych w dorobku grupy, takich jak "The Dark Side of the Moon", "Wish You Were Here", "The Wall", "The Final Cut" lub właśnie "The Division Bell"? No cóż, "zdania uczonych" na ten temat są zdecydowanie podzielone. Począwszy od totalnej krytyki, aż po głosy tych, którzy uznają ten album za najbardziej wybitny w dorobku grupy. Jedni zarzucają Floydom pójście na łatwiznę i bazowanie na sentymentach fanów w jakże banalnym celu nabicia sobie dodatkowej kabzy, a inni z kolei widzą w tej nowej płycie muzykę najwyższych lotów, porównywalną z ww. albumami.
No cóż, jak powszechnie wiadomo "De gustibus non est disputandum", toteż nie mam zamiaru toczyć polemiki ani z jednymi, ani z drugimi.
To będzie wyłącznie moja, zresztą bardzo osobista recenzja.
Album "The Endless River" składa się niemal wyłącznie z utworów instrumentalnych /wyjątkiem jest ostatni "Louder Than Words" ale o tym nieco później/. Słuchając nastrojowych instrumentalnych kompozycji zawartych na omawianej płycie wyraźnie słyszę fragmenty znane mi z najbardziej doniosłych, poprzednich utworów grupy. To jest dla mnie bardzo wyraźny i zarazem bardzo miły powrót do najpiękniejszych muzycznych korzeni świadczących o wielkości i legendzie Floydów.
I chociaż w mojej ocenie te nowe kompozycje - niestety - nie dorównują swoim muzycznym poziomem najpiękniejszym suitom grupy, takim jak "Atom Heart Mother", "Echoes", "Shine On You Crazy Diamond", czy "Marooned", to w warstwie brzmieniowej dosyć wyraźnie nawiązują do tych wszystkich wcześniejszych, jakże pięknych utworów.
Wiem, że muzycy Pink Floyd nie robią tego po to, aby odcinać kupony od dawnej sławy. Przecież ten zespół nie musi już niczego udowadniać - żaden szanujący się krytyk muzyczny nigdy nie zarzuci Pink Floyd, że był zespołem miałkim, nijakim i bezbarwnym, którego płyty rozchodziły się bez echa - akurat w przypadku omawianej grupy będzie dokładnie na odwrót. W takim razie od razu nasuwa się pytanie, w jakim celu muzycy Pink Floyd wgrali te króciutkie muzyczne reminiscencje, echa dawnych wielkich utworów? Myślę, że chcieli w ten sposób przypomnieć tamte kultowe już utwory swoim fanom i spiąć muzyczną klamrą całą swoją twórczość. Jest to również subtelny muzyczny hołd złożony jednemu z filarów Pink Floyd, jakim był zmarły w 2008 roku klawiszowiec Richard Wright - jeden z twórców muzycznej legendy grupy.
Co czuję i co słyszę, kiedy słucham "The Endless River"?
Wyczuwam, że jest to płyta pożegnalna.
Czuję, że Floydzi tą płytą chcą się pożegnać ze wszystkimi swoimi fanami, a więc także ze mną. Dlaczego na tej płycie jest tak niewiele słów? Ale po co słowa? Przecież Floydzi przemawiają do mnie swoją muzyką.
Mówią mi:
- Tą muzyką chcielibyśmy cię pożegnać, Smurffie. Miło nam, że nas polubiłeś. Mamy nadzieję, że zachowasz nas w swojej łaskawej pamięci. Chcielibyśmy dalej dla ciebie tworzyć, ale niestety, czas jest nieubłagany. Wciąż płynie i zaraz potem odpływa w dal niczym woda, która wciąż płynie w niekończącej się rzece. A więc to już wszystko z naszej strony Smurffie, bo przecież są na tym świecie rzeczy, które brzmią głośniej niż słowa /"Louder Than Words"/; a jedną z tych rzeczy jest nasza muzyka, którą po sobie zostawiamy. Zawsze będziesz mógł do niej wrócić i w ten sposób sobie o nas przypomnieć. Żegnaj Smurffie...
O czym myślę słuchając "The Endless River"?
Myślę:
- Drodzy Floydzi. Bardzo Wam dziękuję za tę płytę, którą zechcieliście się ze mną pożegnać. Tak, ja wiem, że czas jest nieubłagany, wciąż płynie i zaraz potem odpływa w dal niczym woda, która płynie w niekończącej się rzece. Ale podobnie jest też z Waszą muzyką: ona też płynie i nadal będzie płynąć, niczym woda w rzece bez końca. I chociaż łódka z napisem "Pink Floyd" odpłynęła w bezkresną dal razem z nurtem niekończącej się rzeki, to ja nie mówię Wam "żegnajcie" - bo wiem, że nigdy się z Wami nie pożegnam. Nie mówię Wam "żegnajcie" i nie mówię "do widzenia" - mówię Wam "do usłyszenia".
Do usłyszenia, Floydzi...
Uwaga do wyżej zamieszczonego klipu - w jego drugiej części Floydzi pokazują katastrofę ekologiczną związaną z wysychaniem Jeziora Aralskiego począwszy od II połowy XX wieku. Wysychanie jeziora spowodowane jest katastrofalnymi działaniami ówczesnych władz, które zadecydowały o prowadzeniu nieracjonalnej gospodarki wodnej na tym obszarze.
W 2003 roku ruszył program naprawczy dzięki któremu być może uda się ocalić północną część zbiornika.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Z okazji zbliżających się świąt Bożego Narodzenia, chciałbym złożyć wszystkim moim czytelnikom życzenia zdrowych, spokojnych i wesołych świąt w miłej rodzinnej atmosferze oraz wszystkiego najlepszego w Nowym
2015 Roku :)
