Witaj Miły Gościu na pokładzie Linii Lotniczych "Smurffair". Rozgość się tutaj - mój wirtualny barek jest zawsze obficie zaopatrzony ;) Życzę wyłącznie miłych lotów i wielu przyjemnych wrażeń!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tryptyk eschatologiczny.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tryptyk eschatologiczny.. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 listopada 2008

Poza czasem i przestrzenią.

  Ten post stanowi w pewnym sensie kontynuację dwóch moich wcześniejszych postów pt. "Przeznaczenie w ujęciu chińskiej Księgi Przemian" oraz "Nie wierzę w przypadki". Jest on w pewien sposób dopełnieniem tamtych postów, zamyka wcześniej poruszone tematy, stawia kropkę nad "i".

   Załóżmy przez chwilę, że jednak coś jest. Istnieje poza czasem i przestrzenią. W jakimś innym wymiarze, który jest poza naszą zdolnością pojmowania. To coś jest bezkresne i wieczne, a jednocześnie tworzące zręb wszystkiego. A więc wypełnia wszystko we wszechświecie, ale także wypełnia nas samych. Po naszej śmierci w jakiś tajemniczy sposób łączymy się z tym, co sprawia, że nie umieramy zupełnie...
   Czy to ma świadomość? Na pewno nie w ludzkim znaczeniu tego słowa...
   Nazwijmy to... no, powiedzmy, osnową...
   Zresztą, nie nazwa jest w tym wypadku najważniejsza.
   Wg mnie drugorzędną sprawą jest, czy takie coś nosi nazwę "Manitou", "Allach", czy "Bóg"...

   Istotne jest tylko to, czy takie założenie jest słuszne, czy nie. Niestety, tego nie wiemy.
   
   To trudne. Pisać o czymś, czego się nie widzi, nie słyszy, co absolutnie nie jest dowiedzione przez naukę...
   Niestety, nie wszystko da się zmierzyć za pomocą szkiełka i oka... Nie da się np. zmierzyć wszechświata zwykłą linijką, nie da się też przeciąć wirusa na pół za pomocą zwykłych nożyczek. Wielki Zderzacz Hadronów, który miał przynieść zasadniczą odpowiedź na intrygującą naukowców zagadkę budowy struktury materii, zepsuł się już po kilku tygodniach użytkowania...
   Dlatego nie łudźmy się, że nasze prymitywne skądinąd urządzenia przybliżą nas do istoty sprawy... pytanie, czy ww. założenie jest słuszne, czy nie, pozostanie cały czas otwarte, a jedyna możliwa odpowiedź wciąż pozostanie tylko i wyłącznie w gestii naszej wiary bądź też niewiary...

   Ciekawe, że każda cywilizacja stworzona przez ludzi wierzyła bądź nadal wierzy /oczywiście wyłączając ateistów itp. osoby/, że coś takiego istnieje... w różnej formie, pod różną postacią, ale istnieje... czy dlatego, że taka wiara jest wpisana w ludzką naturę i pozwala ona łatwiej znosić ludziom trudy życia? A może dlatego, że człowiek czuje, że to wszystko, co jest wokół, przerasta jego zdolności rozumienia, a ta wiara jest zwykłą ucieczką w obszar wymykający się ludzkiej logice i granicom samopoznania? Czy też może u podstaw leży wiara w nieśmiertelność duszy?
   Ciekaw jestem, czy po odkryciu innych rozumnych cywilizacji, okaże się, że tamte inteligentne stwory też wierzą w jakaś nadprzyrodzoną istotę, czy też nie? Bo jeżeli tak, to nie będzie to wówczas już wyłącznie ludzka cecha...

   Jeśli o mnie chodzi, to wierzę, że istnieje coś takiego. Zapytacie pewnie, dlaczego wierzę? Odpowiedź w gruncie rzeczy jest banalna. Bo ta wiara daje mi, oczywiście w pewnym sensie, odpowiedź na wiele trudnych pytań, na które nie ma żadnej racjonalnej odpowiedzi. A bez tej wiary nic nie miałoby dla mnie sensu. Ani nasze życie, ani też ustalony porządek wszechrzeczy panujący we wszechświecie.
   Wielki Wybuch /o ile w ogóle miał miejsce/ byłby wtedy jedynie czymś w rodzaju sarkastycznego chichotu chaosu, rozumianego jako wielkie NIC, a to wszystko co nastąpiło później, nadzwyczajnym ciągiem niesamowitych przypadków.
   Tyle, że jak już wcześniej napisałem, ja nie wierzę w przypadki.


  
  http://fc32.deviantart.com/fs22/f/2007/316/d/f/Machinery_of_the_Stars_by_alexiuss.jpg


   Moje rozważania na ten temat zakończę fragmentem pewnego filmu, gdzie linię melodyczną stanowi jeden z moich ulubionych muzycznych utworów. Dlaczego akurat to? Powiem tylko tyle, że to także nie jest przypadek.

środa, 12 marca 2008

Nie wierzę w przypadki.

  Przyjęło się zwykle mawiać, przy okazji pewnych nieprzewidzianych zdarzeń, że były one dziełem przypadku. Często używa się w tym wypadku pojęcia "czystego przypadku", chyba po to, aby odróżnić owe "czyste przypadki" od zdarzeń, które są nie tylko dziełem przypadku, ale  są też efektem jakichś wcześniej zaistniałych zdarzeń. 

   Spróbuję dziś omówić kwestię przypadku, jako takiego. Jak Wam się wydaje, co tak naprawdę jest dziełem przypadku?
   Moje rozważania nt. zaistnienia przypadku zacznę od naszych pradziejów, czyli od powstania wszechświata.
   Najbardziej tęgie głowy w historii ludzkości raczej zgodnie twierdzą, że kiedyś musiało mieć miejsce powstanie wszechświata. Mniejsza o to, czy powstał on w efekcie Wielkiego Wybuchu, czy też jakiegoś innego, bardzo nadzwyczajnego wydarzenia. Od siebie w tym wypadku dodam tylko taką refleksję, iż także w przypadku powstania wszechświata, od razu nasuwa się oczywiste skądinąd pytanie o to, czy to był przypadek. Ale zostawmy to, bo żadnych świadków tego zdarzenia raczej nie znajdziemy. A więc załóżmy po prostu, że wszechświat powstał i już.
   W efekcie powstania wszechświata mamy obecnie galaktyki grupujące setki tysięcy gwiazd i nie wiadomo, ile planet krążących wokół nich, mamy też mgławice, kwazary, czarne dziury, komety i nie wiadomo, co jeszcze, bo przecież nie wszystko jak do tej pory ludzie zdążyli odkryć, co do tego to chyba nikt nie ma wątpliwości. Swoistego smaczku całej tej sprawie dodaje też fakt, że to wszystko w dodatku jeszcze się rusza, czyli jest wobec siebie w nieustannym ruchu. Czy o tym kosmicznym porządku mógł zadecydować przypadek?

   Nie zapominajmy też, że oprócz tego wszystkiego mamy też naszą planetę, na której powstały różne formy życia.

   Jednym słowem, w efekcie powstał znany nam Wszechświat z całą swoją cudowną niezwykłością.

   Zastanówmy się teraz przez chwilę - czy to wszystko mogło powstać jako efekt zwykłego przypadku?
   Czy bogactwo życia na naszej planecie, z całą różnorodnością jego form, mogło powstać przypadkiem? Czy bardzo skomplikowane procesy biochemiczne, które zachodzą w organizmach żywych /nawet tych najprostszych - jednokomórkowych/, jak np. fotosynteza i oddychanie, mogą być efektem "czystego przypadku"?
   Czy łańcuch DNA z przypisanym doń kodem genetycznym, stanowiący w istocie bardzo skomplikowaną strukturę kwasów nukleinowych oraz możliwość dziedziczenia owego kodu w kolejnych pokoleniach, może stanowić przypadek?
   Czy taka sama proporcja w budowie wszystkich organizmów żywych /tzw. liczba fi, boska proporcja lub złote cięcie/, o której kiedyś pisała Adelina, a teraz pisze Kacper, to kolejny przypadek?
   Czy cudowna zdolność natury do samoregulacji poszczególnych populacji /tu podam pewien konkretny przykład, aby to Wam przybliżyć - bardzo szybko po inwazji mszyc, pojawia się też "wysyp" biedronek, dzięki czemu liczebność mszyc drastycznie spada - podobne przykłady można by jednak mnożyć/.
   Czy taka samoregulacja może być efektem przypadku?

   Weźmy też pod uwagę chyba najbardziej skomplikowany twór wszechświata /ale tylko spośród nam znanych!/ - ludzki mózg... czy mógł powstać przez przypadek?

   Ktoś mi tu zaraz powie, że jest to efekt trwającej miliony lat ewolucji... w porządku, dajmy na to, ale w tym momencie od razu nasuwa mi się kolejna zasadnicza wątpliwość.
   A mianowicie - czy to oznacza, że demiurgiem tego wszystkiego jest po prostu czas? Czy czekając wystarczająco długo czas zdoła sam stworzyć tak złożony twór, jakim jest ludzki mózg? Przy okazji nasuwa się też jeszcze jedno, bardzo interesujące pytanie - skąd natura "wiedziała", że w ogóle powinna ewoluować, czyli udoskonalać istniejące formy życia? Skąd się wzięła ta tendencja do samodoskonalenia natury?
   Czy to ma być kolejny przypadek???
   Czyżby takie "udoskonalanie" było naturze przypisane a'priori, bo to jest jedna z jej immanentnych cech?
   W takim razie, dlaczego tej zdolności samodoskonalenia nie wykazuje żaden  z produktów człowieka? Dlaczego nie remontowane pojazdy, mosty, czy też budynki, po pewnym czasie niszczeją? Dlaczego nie wykazują cech samodoskonalenia?

   Mógłbym tak ciągnąć jeszcze długo, ale chyba sami widzicie, że coś tu nie gra... trochę za dużo tych przypadków...

   Powiem Wam coś - otóż ja z autopsji znam zupełnie inną immanentną cechę natury, a mianowicie jej tendencję do maksymalizacji entalpii i entropii /ach, te wieczne porządki!/... tyle, że ta akurat cecha natury pozostaje moim zdaniem w rażącej sprzeczności z budową kosmosu, czy też powstaniem życia jako takiego, nie mówiąc już o stworzeniu tak skomplikowanego tworu, jakim jest ludzki mózg.

   Krótko mówiąc, jakoś nie wierzę, aby to wszystko mogło powstać przez przypadek. Wykluczam, aby o powstaniu wszechświata mógł zdecydować przypadek, wykluczam powstanie życia przez przypadek, nie wierzę, aby ludzki mózg był efektem przypadku. O tym wszystkim nie mógł zdecydować zwykły przypadek. Ja w to po prostu nie wierzę.

   Moje dalsze rozważania nt. przypadkowości w naturze są logiczną konsekwencją wcześniej przyjętego toku rozumowania. Skoro o naszych prapoczątkach nie zadecydował przypadek, to wszystko to co nastąpiło później, także nie mogło być zwyczajnym przypadkiem.
   No bo jak to? Na samym początku wykluczam, aby zaistniał przypadek, a wszystko, co było później miałoby być już zwyczajnym przypadkiem? Takie rozumowanie zawierałoby zwyczajny błąd logiczny, polegający na odmiennej interpretacji zdarzeń występujących w naszych pradziejach, niż zdarzenia występujące później. A takie coś w moim mniemaniu kłóci się z logiką - albo coś od początku do końca dzieje się przez przypadek, albo nie.

   Reasumując, nie wierzę w żadne przypadki. Dla mnie nic nie dzieje się przez przypadek. Wszystko stanowi tylko jedno z ogniw w odwiecznym łańcuchu przyczynowo - skutkowym.

   Ten post również nie został napisany przez przypadek. Pamiętacie pewnie mój listopadowy post pt. "Przeznaczenie w ujęciu chińskiej Księgi Przemian". Ten dzisiejszy post stanowi w pewnym stopniu rozwinięcie tamtych rozważań. Dlatego oba te posty wchodzą w skład pewnego blogowego tryptyku, który zamknę jeszcze jednym postem /ale zdaje się, że opublikuję go dopiero w listopadzie/, w którym postaram się postawić kropkę nad "i", a więc przedstawię Wam mój pogląd na istotę wszechrzeczy.


  
http://4.bp.blogspot.com/_6FqCi2EKMMg/TINMSatRYLI/AAAAAAAAAfk/HQ-rmomZKWA/s1600/Schlesser4.jpg

poniedziałek, 26 listopada 2007

Przeznaczenie w ujęciu chińskiej Księgi Przemian.

    "Nasze działania są tylko ekspresją memów, a wszelkie decyzje zapadają wcześniej, zanim je sobie uświadamiamy. Podejmowane działania służą interesom memów, a nie jednostek ludzkich, przy czym ja jest tylko mempleksem pozwalającym odczuwać złudnie istnienie wolnej woli. Wszystkie działania jednostki służą replikowaniu się memów należących przede wszystkim do tego mempleksu."
Susan Blackmore

   Hmm... ciekawe, prawda? Powyższy cytat wziąłem z Wikipedii, gdzie czytałem informacje nt. pojęcia "Wolna wola" /polecam Wam tę lekturę, jako teoretyczne wprowadzenie do tego postu/.

  Dziś będzie, o czym innym, niż być miało. Wobec tego, co ostatnio zaszło, postanowiłem nieco odłożyć w czasie moment publikacji dość wesołej opowiastki nt. odczarowywania przez Smurffa Złej Wróżki.
   Co było bezpośrednią przyczyną tej zmiany?
   Przejście Miriam na drugą stronę?
   Posty Lucy i Ka-Lorki pośrednio odnoszące się do kwestii przeznaczenia?
   Pewna niedawna wirtualna rozmowa i decyzja, jaka zapadła w jej trakcie?
   Czy też może wcześniejsza rozmowa i to intrygujące pytanie, które ja sam wówczas zadałem?
   A może jeszcze coś innego?
   Lub też, może być tak, że splot tych i wszystkich innych wydarzeń stanowił po prostu kolejne ogniwo w łańcuchu przyczynowo - skutkowym szeregu kolejno następujących po sobie zdarzeń, w efekcie czego, napisałem dzisiejszy post?
   Jeżeli tak, to wychodzi wówczas na to, że fakt napisania tego postu powinien być postrzegany w kategoriach pewnej implikacji wcześniejszych wydarzeń... czyli był mi on już wcześniej przeznaczony... Czy tak jest w istocie?
   Odpowiem szczerze - nie znam odpowiedzi na te pytania.
   Ale wiem, że dzisiejszy post będzie właśnie poświęcony tematowi przeznaczenia, czyli będę w nim snuć rozważania na temat determinizmu.
   Co to jest determinizm? Cytuję na podstawie WIEM, darmowej encyklpedii:

"determinizm, w filozofii i nauce - pogląd głoszący, że fakt, moment i miejsce zajścia każdego zdarzenia oraz jego przebieg określone są jednoznacznie przez zdarzenia, które je poprzedziły w czasie i które z nimi współwystępują. Przeciwieństwo indeterminizmu".
   Już wcześniej postanowiłem, że swoje rozważania nt. determinizmu będę prowadził w nawiązaniu do filozofii zawartej w chińskiejKsiędze Przemian I Ching. Czasem nazywa się ją też Księgą Wróżb, gdyż służy ona przede wszystkim do wróżenia.
   Na temat genezy i zawartości Księgi Przemian oraz zasad wróżenia nie będę się teraz rozwodził, bo nie jest to przedmiotem niniejszego postu. Zainteresowanych odsyłam do danych literaturowych oraz materiałów na ten temat, które są stosunkowo łatwo dostępne w Sieci.
   Na potrzeby tego postu wystarczy powiedzieć, że I Ching ma już za sobą co najmniej przeszło dwa tysiące lat istnienia, a wg niektórych źródeł jest ona jeszcze starsza.
   Księga była przedmiotem wielu badań i analiz naukowych. Zajmowało się nią też wielu czołowych filozofów, jak Hegel, Leibniz, Monteskiusz, czy C.G. Jung.
   W tym wydaniu Księgi Przemian, którą posiadam, dwóch autorów przybliżających I Ching czytelnikowi, tj. Tadeusz Zysk oraz Jacek Kryg, w rozdziale pt. "Czym jest Księga Przemian?", piszą między innymi:
"Podstawowa idea I Ching zawarta jest w znaczeniu słowa zmiana. Cały świat, a w szczególności człowiek, podlega ciągłym zmianom. To, czego doświadczamy, to czego pragniemy i to co osiągamy, za każdym razem jest inne. Inni byliśmy jako dzieci, jeszcze inni wczoraj, a zupełnie inni będziemy za lat kilkanaście. Tylko czasami wydaje nam się, że świat i my nie podlegamy zmianie, że tkwimy nieruchomo. Jest to jedynie złudzenie: świat nie zamrze w bezruchu nawet gdybyśmy wyczyniali rozmaite zaklęcia. Złudzenia są najgorszą rzeczą i z nimi przede wszystkim rozprawia się I Ching. Jedyne, czego można być pewnym w podlegającym zmianom świecie to przemiana. Przemiana dziecka w dorosłego, radości w smutek, powodzenia w przegraną. Mądrość działania polega na tym, iż potrafimy dostosować się do zachodzących w świecie zmian.".

   Po tym wstępie przejdę do meritum, a więc do moich rozważań nt. kwestii przeznaczenia.
   Jak już wspomniałem, Księga Przemian służy przede wszystkim do wróżenia. Jednak I Ching nie przepowiada przyszłości. Mówi tylko, jak osoba korzystająca z Księgi powinna się zachować wobec nadchodzących zmian, co powinna uczynić, jakie kroki przedsięwziąć, jakie decyzje podejmować. Mówi też, czego powinna się wystrzegać, czy też unikać.
   Niejeden raz Księga nie pozostawia złudzeń, że na niektóre zdarzenia, które mają się zdarzyć w przyszłości nie mamy absolutnie żadnego wpływu; jedyne, co możemy zrobić w takich przypadkach, to przygotować się do nadchodzących zmian, co sprawi, że w momencie jak one już nastąpią, potencjalnie negatywny efekt ich działania będzie miał mniejszy wpływ, nie będzie aż tak drastyczny. Rady Księgi w tej mierze ograniczają się zatem do minimalizowania skutków zmian, które dopiero mają nastąpić.
   Jednak I Ching konsekwentnie trzyma się też swojej nadrzędnej idei - Księga utrzymuje mianowicie, że skoro w naturze świata leżą ciągłe zmiany, to zmianie może ulegać także to, co ma się dopiero wydarzyć. Innymi słowy, ciągłym, permanentnym zmianom ulega także przyszłość.
   Co warunkuje te zmiany? Także to, jaką drogę wybierzemy. Niektóre nasze działania, w ocenie Księgi, będą bardziej korzystne, inne mniej, chociaż należy też zauważyć, że patrząc z perspektywy dłuższego horyzontu czasowego, I Ching nigdy nie ocenia żadnych działań jako jednoznacznie dobre, czy też złe - Księga dostrzega w każdym działaniu zarówno pozytywy, jak i negatywy, niejednakowo jest tylko oceniana wzajemna proporcja między nimi.
   I Ching udziela rad w postaci tzw. heksagramu, który uzyskujemy analizując podział losowo rozsypanych patyczków krwawnika /jest to tradycyjna metoda wróżenia/ lub też dokonując analizy wzajemnej konfiguracji pomiędzy liczbą awersów i rewersów losowo rzucanych monet /jest to zastępcza, obecnie znacznie bardziej popularna metoda wróżenia/. W zależności od tego, jak wskaże los, tworzy się określony heksagram, który najpierw odczytujemy, a dopiero potem próbujemy go zinterpretować pod kątem swoich pytań /pamiętając, aby nigdy nie pytać w kategoriach, co się konkretnie wydarzy, lecz jaką powinniśmy podjąć decyzję w aktualnej sytuacji, czy też, jak powinniśmy postępować wobec zmian, które mają nastąpić dopiero za jakiś czas/.

   Nasuwa się pytanie, czy przyszłość w ujęciu I Ching jest zdeterminowana? Czy Księga zakłada coś takiego, jak przeznaczenie?
   Moim zdaniem i tak, i nie.

   Biorąc pod uwagę sam fakt wróżenia, jako takiego oraz to, że Księga udziela rad w sprawie zdarzeń, które dopiero mają się wydarzyć, jest dla mnie czymś oczywistym, że I Ching traktuje kwestię przeznaczenia bardzo poważnie. Przecież sam fakt wróżenia, obojętnie czy używamy do tego pałeczek krwawnika, czy też monet, Księga musi traktować, jako zdarzenie już wcześniej zdeterminowane, czyli z góry przesądzone, bo inaczej cały sens wróżenia natychmiast ległby w gruzach. A więc Księga musi zakładać, że najbliższa przyszłość, a więc efekt wróżenia jest już a priori przesądzony, jeśli nie dużo wcześniej, to przynajmniej w samym momencie wróżenia.
   I Ching podobnie podchodzi też do niektórych zdarzeń w przyszłości - są one od nas całkowicie niezależne, nie mamy na nie żadnego wpływu, a jedyne, co możemy zrobić, to się do nich odpowiednio przygotować, aby zminimalizować negatywne skutki ich działania.
  Z drugiej strony, tuż po dokonanej wróżbie, odczytujemy i interpretujemy wylosowany heksagram, w którym Księga wskazuje najlepsze, jej zdaniem, metody postępowania w odniesieniu do nadchodzącej przyszłości i wynikłych w niej zmian, w tym także tych zmian, które sami wytworzymy, a które mogą być w pewnym stopniu również efektem naszego postępowania. A więc w tym wypadku, Księga utrzymuje, że nasza przyszłość nie jest zdeterminowana, gdyż podobnie jak wszystko inne, także to, co dopiero ma się wydarzyć, ulega ciągłym zmianom. Patrząc z tego punktu widzenia, ludzie faktycznie posiadają wolną wolę i poprzez swoje działania mają wpływ na przyszłość.
   Reasumując, można stwierdzić, że Księga nie optuje w sposób jednoznaczny ani za determinizmem, ani też za indeterminizmem - podlega raz jednej tezie, a raz drugiej i wskazuje, że właśnie taka jest natura świata - pewne rzeczy są już wcześniej przesądzone, a inne nie.

   Pewnie jesteście ciekawi, jaka jest moje własna opinia w tej kwestii i czy ja sam korzystam z I Ching?
   No cóż - napisałem Wam to wszystko, bo skłaniam się ku tezie zawartej w Księdze - uważam, że pewne sprawy są z góry przesądzone, a inne nie. Nasza przyszłość zależy w pewnym stopniu także od nas samych. Ale tylko w pewnym stopniu. Bo są wydarzenia, na które nie mamy żadnego wpływu, które jednak mogą mieć znaczny wpływ na nasze życie.

   A czy sam korzystam z Księgi Przemian?
   Tak, dość rzadko, ale korzystam. Głównie wtedy, gdy muszę podjąć jakąś ważną życiową decyzję, gdy zdaję sobie sprawę, że będzie ona miała duży wpływ na moje życie. Ale robię to tylko wówczas, gdy wcześniejsza analiza potencjalnych zysków i strat, a także moja logika, intuicja, tudzież wszystkie inne moje zmysły, niczego konkretnego mi nie podpowiadają.
   Wtedy sięgam po I Ching.
   Uznaję, że w takim przypadku najlepiej będzie, jak los za mnie zdecyduje. Oczywiście, w kontekście tego postu, samo pojęcie "los" należy rozumieć, nie w kategoriach ślepego losu, czy też jakiegoś trafu, ale PRZEZNACZENIA.
**********************

   Muszę przyznać, że lubię snuć takie filozofujące rozważania, dlatego też nie jest wykluczone, że za pewien czas zapodam na moim blogu jeszcze jakieś pokrewne tematy. Chodzi mi, np. po głowie taki temat, czy powstanie wszechświata i życia jako takiego, mogło być w ogóle dziełem przypadku?
   Oczywiście każdy, kto przeczytał ten post wystarczająco wnikliwie już wie, że ta moja deklaracja napisania kolejnych filozoficznych postów, powinna być domyślnie opatrzona jednym, ale za to bardzo istotnym warunkiem, a mianowicie - o ile PRZEZNACZENIE mi na to pozwoli.