Ponieważ jutro Walentynki przygotowałem coś w rodzaju wirtualnego romansu.
Jak zazwyczaj w takich wypadkach - romansu zakończonego rozstaniem...
Czytam sobie tę historię na pewnym blogu traktując ją jako powieść w odcinkach.
Ona singielka. On żonaty.
Czyli - klasyka gatunku można by rzec...
...bo to się zwykle tak zaczyna
sam o tym nie wiesz jak i gdzie
po prostu wzięła cię dziewczyna
a to jest znak, że już jest źle
z początku rzadko ją widujesz
a potem chcesz z nią częściej być
i w końcu trudno, ale czujesz
że bez niej już nie możesz żyć
On ją początkowo zagadywał w jakimś netowym komunikatorze, a ona go początkowo lekceważyła.
Ale on umiał zagadywać kobiety /w końcu nie wiadomo z iloma kobietami tego wcześniej próbował, a przecież trening czyni mistrza.../.
Więc ona stopniowo była pod coraz większym jego wpływem.
Te wirtualne rozmowy w coraz większym stopniu wypełniały jej myśli. Czekała, aż się odezwie, a te ich pogaduszki stały się codziennym rytuałem, weszły w skład jej stałego rozkładu zajęć.
Wreszcie wymienili się zdjęciami i... /jak można było przewidzieć/ spodobali się sobie nawzajem.
Potem spotkali się raz i drugi w realu, a potem poszli do łóżka...
Czyli - klasyka gatunku można by rzec...
Póki co więcej nie doczytałem chociaż spodziewam się już jaki był ciąg dalszy...
tak mi wstyd (strasznie wstyd)
lecz coś mnie peszy w niej
bylem z nią prawie rok
długo bo można mniej
to takie przykre sprawy są
bo prawda cóż kochałem ją
kręcę się, męczę się
sam nie wiem czego chcę
No i - jak już wcześniej wspomniałem - od samego początku znam zakończenie tej historii: on w pewnym momencie przestał do niej pisać i zostawił ją zakochaną w nim bez pamięci...
Czyli znów można by rzec - klasyka gatunku...
a to się zwykle tak zaczyna
sam nawet nie wiesz jak i gdzie
zaczyna nudzić cię dziewczyna
a to jest znak że już jest źle
zaczynasz chodzić z nią do krewnych
a potem mówisz sama idź
a w końcu trudno, jesteś pewny
ze z nią nie możesz dłużej żyć
za jeden dzień bez twojej ukochanej
oddałbyś 10 lat
do domu na noc wracasz jak skazany
myśląc jak by zwiać gdzieś w świat
a to się zwykle tak zaczyna
i trwa przez jeszcze kilka dni
w końcu ją rzucasz, zapominasz
i to jest życie
C'est la vie
Nie wiem co takiego jest w żonatych facetach, że zawsze znajdą się kobiety, które chcą ten banalny w gruncie rzeczy schemat przetrenować na samych sobie... chociaż każda niby dobrze wie, że właśnie tak to się zakończy...
Wiem wiem, to był raczej mało "walentynkowy" post...
Dlatego, tytułem rekompensaty, przygotowałem na koniec coś "bardziej walentynkowego" :)


, zdecydowałem się wyrazić swoją opinię właśnie na ten temat.
