Witaj Miły Gościu na pokładzie Linii Lotniczych "Smurffair". Rozgość się tutaj - mój wirtualny barek jest zawsze obficie zaopatrzony ;) Życzę wyłącznie miłych lotów i wielu przyjemnych wrażeń!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ni pies ni wydra.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ni pies ni wydra.. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 stycznia 2016

Oddam pszczoły w dobre ręce :)

No cóż, muszę przyznać, że ostatnimi czasy marny ze mnie internauta, jeszcze gorszy bloger i równie zły użytkownik poczty mailowej. 
Po prostu życie w realu zajęło mnie całkowicie i oderwało od Sieci na kilka ładnych tygodni.
Cóż, bywa i tak, pewnie sami dobrze to znacie.

Zapewne podczas tej dłuższej przerwy co niektórym przyszło już do głowy , że skoro tak, to pewnie Smurffa szlag trafił, ale jeszcze nie teraz kochani, jeszcze nie teraz - musicie na to jeszcze trochę poczekać ;)

Swoją drogą taka dłuższa przerwa to niezłe lekarstwo na uzależnienie od Internetu, dlatego od czasu do czasu polecam takie lekarstwo wszystkim, którzy boją się, że już są uzależnieni :)

No dobra, to teraz już do rzeczy.

Jakoś na początku stycznia było kilka dni ostrych mrozów. Podczas jednego z takich dni patrzę ci ja, a tu po wewnętrznej stronie szyby spaceruje sobie... pszczoła! 
- Ki czort? Pszczoła w styczniu? - pomyślałem.
Ale własnie tak było, pszczoła w styczniu. 
Jak jej podetknąłem żółte etui na mój śrubokręt, to zaraz tam wlazła i przysnęła - kto wie, może żółty kolor jej się z domem kojarzył? Ale zanim przysnęła, zrobiłem jej tę pamiątkową fotkę.



Tego samego dnia niecałe dwie godziny później patrzę ci ja, a po podłodze w pokoju chodzi... druga pszczoła!
- Co jest do cholery? - pomyślałem - czyżby pszczoły chciały u mnie w domu nowy ul w styczniu założyć?

Nie miałem sumienia, aby wyrzucać te pszczoły na taki tęgi mróz, ani też nie chciałem im robić jakiejś krzywdy. No bo skoro znalazły się właśnie u mnie to chyba musiały mi wcześniej zaufać, prawda? 
Poza tym - powiedzenie "gość w dom, Bóg w dom" do czegoś zobowiązuje.
Co prawda zastanawiałem się przez chwilę, czy nie dać jakiegoś ogłoszenia "Oddam pszczoły w dobre ręce", ale musicie przyznać, że takie postępowanie nie byłoby zbyt gościnne z mojej strony :)

Toteż niewiele myśląc przeniosłem obie pszczoły do słoika, po czym dałem im tam trochę miodu. Pszczoły polizały miód, połaziły trochę i przysnęły.
Śpijcie pszczoły.

Mam nadzieję, że obudzicie się na wiosnę i wtedy wypuszczę Was ze słoika,a Wy polecicie ku słońcu.

Mam również nadzieję, że taka niespodziewana wizyta pszczół zaraz na początku roku to dobra wróżba na cały nadchodzący rok - czego i Wam życzę Moi Drodzy :)


niedziela, 10 sierpnia 2014

Coś na początek :)

Witam wszystkich po dłuższej przerwie :)
Na początek mam coś, od czego /podobno?/ wszystko się zaczęło... ale w mojej, smurffowej wersji jest to tylko ciąg dalszy znacznie wcześniej rozpoczętej historii...

~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ 

Dzwonek alarmu przerwał stan hibernacji.
Powoli otworzył oczy.
Wokół niego panowała nieprzenikniona ciemność, tylko czerwona lampka alarmu na przemian zapalała się i gasła. 
Powoli wyciągnął rękę przed siebie i nacisnął palcem mrugający przycisk.
Na monitorze natychmiast wyświetliła się przyczyna alarmu:
- Bezpieczeństwo statku powietrznego jest zagrożone. Do wnętrza przeniknęła nieznana forma energii w postaci nieokreślonej, która zneutralizowała w 99,999 % posiadaną rezerwę mocy... w efekcie za około 60 sekund centralny system sterujący ulegnie dezaktywacji.

Po chwili monitor zaczął szarzeć, aż spowiła go całkowita ciemność.
Dzwonek alarmu przestał brzęczeć.
Starał się wsłuchiwać się w panującą ciszę, ale słyszał tylko głośne kołatanie własnego serca. Pomimo tego czuł, że nie jest sam w tej ciemności, że coś powoli, aczkolwiek nieubłaganie zbliża się do niego.
Nerwowo liczył upływające sekundy.
Po chwili poczuł, że coś wkracza do jego głowy.
Czuł, że coś się zmienia, że powoli aczkolwiek nieubłaganie zmienia się wszystko wokół niego i wyraźnie czuł, że są to zmiany nieodwracalne... nagle, nie wiedzieć skąd usłyszał głos:
 - Niech się stanie światło...
I stało się światło...


piątek, 13 września 2013

"Nowa lepsza wersja".

Nie tak dawno dałem sobie wcisnąć "nową lepszą wersję" mojego gg.
Pomyślałem "a co mi szkodzi zaktualizować posiadaną wersję?". Tym bardziej, że obiecywali cuda-niewidy. Brakowało chyba tylko złotego basenu wypełnionego szampanem /nabieranego do rubinowego pucharu i podawanego mi przez nagą cud- dziewczynę naturalnie :P/.
No i zaraz po pobraniu i zainstalowaniu "nowej lepszej wersji" czekał na mnie zonk; trzeba było podać swoje personalia, adres zamieszkania, datę urodzenia, i kupę innych mniej lub bardziej poufnych danych. Myślałem, że są to pola dobrowolne, ale niestety niektóre okazały się obowiązkowe, czyli bez ich wypełnienia, logowanie na gg okazało się niemożliwe. 
Przeklinając w duchu swoją głupotę, szybko wypełniłem te obowiązkowe pola naprędce zmyślonymi danymi; niestety część moich znajomych dała się nabrać na fikcyjną datę urodzenia, która jest oficjalnie rozgłaszana przez "nową lepszą wersję" pośród wszystkich moich "gadulcowych znajomych" bez pytania mnie, czy sobie tego życzę.
Otóż nie - wcale sobie tego nie życzę. Powiem więcej - dla mnie takie działanie "nowej lepszej wersji" gg to jest zwyczajne chamstwo i bolszewizm.
Czy zyskałem coś na zainstalowaniu "nowej lepszej wersji" gg?
Nie, absolutnie nic nie zyskałem - nie ma w tej wersji niczego, czego bym już nie miał w starszej wersji. Połasiłem się na coś, co mnie w efekcie tylko rozzłościło i skutecznie utrudniło mi moje wirtualne życie.
Oczywiście wiem, po co to wszystko. Ostatnio wszystkie użytkowe programy /i nie tylko/ wprost prześcigają się w "nowych lepszych wersjach", które niczego nowego nie wnoszą, ale za to bardzo skrupulatnie zbierają nasze dane osobowe. Potem te dane sprzedaje się chętnym kupcom, którzy następnie handlują nimi w celach nie tylko marketingowych. Podobno to całkiem niezły biznes, a chętnych na takie zakupy jest coraz więcej.
Dlatego uważajmy i nie dajmy się wywieść w pole.
"Nowe lepsze wersje" czają się wszędzie wokół i czekają na chętnych naiwnych.


sobota, 13 lipca 2013

Wszystko na sprzedaż...


Ponoć wiersz "Na całych jeziorach ty" Agnieszka Osiecka napisała dla Jeremiego Przybory. 
Ich romans po wielu latach ujrzał światło dzienne i to do tego stopnia, że miłosna korespondencja tej pary została jakiś czas temu opublikowana w postaci książki
Można by rzec, że intymna korespondencja dwójki słynnych kochanków została rzucona na żer ciekawskiej gawiedzi. Rzecz jasna nikt przed publikacją nie zapytał Agnieszki i Jeremiego, czy zgadzają się na opublikowanie tej swojej miłosnej korespondencji. Nie było takiej możliwości, oboje od kilku lat już nie żyli, wystarczyła zgoda rodzin, którym ta korespondencja przypadła w spadku.

Często właśnie tak to się odbywa - umiera jakaś znana osoba, po czym jej spadkobiercy gotowi są sprzedać każdą, choćby najbardziej intymną tajemnicę tej osoby, aby w ten sposób zarobić parę groszy. Bo przecież ludzie to kupią, a im ktoś jest bardziej znany, tym lepiej się sprzeda. Nikt nie bierze pod uwagę tego, że być może nieboszczyk wcale by sobie tego nie życzył, aby jego najpilniej strzeżone tajemnice zostały po prostu sprzedane, rzucone na żer ciekawskiej gawiedzi. Przyzwoitość wymagałaby przynajmniej jakiejś zgody bezpośrednio zainteresowanych wyrażonej w testamencie, ale kto by się tym przejmował, skoro można na tym zarobić trochę grosza. Wszak dzieci, ryby i nieboszczyki głosu nie mają...~

~~~~~~~~~~~~~~

Na dokładkę mam jeszcze coś z tematyki "ogłoszenia parafialne".
Otóż zamierzam zrobić sobie kilkutygodniowy odpoczynek od blogowania.
A zatem do poklikania po wakacjach :)


środa, 20 marca 2013

Kult młodości.



Salon mody firmy "Zara".
Centrum Handlu, Sztuki i Biznesu "Stary Browar" w Poznaniu.
 Sierpień 2012 rok.

Kremy, szampony, odżywki, balsamy, mydła, powidła ... regenerujące, pielęgnujące, odświeżające, przeciwzmarszczkowe i... cholera wie, jakie jeszcze... 
Tak się czasem zastanawiam, czy ludzie nie popadli w jakiś zbiorowy amok związany z wszechobecnym kultem młodości. 
Jestem w stanie zrozumieć, że każdy chce wyglądać młodo, ale desperacka pogoń za młodością przez całe życie jest przecież z góry skazana na niepowodzenie.
A tymczasem dziewczęta - młode modelki o gładziuteńkich buziach i takiej samej skórze reklamują kremy przeciwzmarszczkowe, w sklepach wystawiane są manekiny stanowiące odpowiednik wyłącznie młodych ludzi, jeszcze przed 30-ką, bo przecież głównie z myślą o takich ludziach lansuje się wszystkie modne trendy... a ja się pytam - a co z ludźmi starszymi?
Mają udawać, że też są wciąż przed 30-ką, czy że w ogóle nie istnieją, bo już wymarły podobnie jak dinozaury i mamuty?

A może to koncerny kosmetyczne chcąc sprzedać swoje produkty wymyśliły sobie tę całą szopkę związaną z powszechnym pragnieniem wiecznego bycia młodym i teraz tylko stale ją podsycają?

Jedno wiem na pewno - starości nie da się uniknąć, co najwyżej można ją w sztuczny sposób nieco powstrzymać...


poniedziałek, 14 stycznia 2013

Gdy śmierć przynosi ukojenie...


Ostatnio, między innymi dzięki wywiadowi Jurka Owsiaka, sporo się mówi nt. eutanazji... 
Rozumiem stanowisko Kościoła w tej sprawie, który od zawsze stoi na straży życia i wyklucza eutanazję w każdym przypadku twierdząc, że nie wolno ludziom bawić się w Boga.
Zasadniczo tak powinno być...

Sęk w tym, że są na tym świecie ludzie, dla których życie nie jest niczym innym jak codzienną gehenną, źródłem ciągłego bólu i cierpienia, które może zakończyć tylko śmierć, która będzie dla nich ukojeniem, bo przyniesie ze sobą kres ich męczarni.
Tacy ludzie każdego dnia modlą się, aby śmierć wreszcie do nich przyszła i wzięła ich w swoje objęcia. Polskie prawo odmawia im tego ukojenia, przez co ich męczarnia staje się dla nich chlebem powszednim...
Nie jestem za tym, aby kontynuować męczarnie tych ludzi wbrew ich woli.
Jeżeli nie ma żadnej szansy na wyleczenie i położenie kresu cierpieniom tych ludzi, jestem za prawnym dopuszczeniem eutanazji. 
Bo po co przedłużać cierpienie tych ludzi?


niedziela, 5 lutego 2012

Zapraszam do rozwiązania quizu i potem na smurffowego czata :)


Zanim zaproszę na smurffowego czata, mam dla Was jeszcze jedną rocznicową niespodziankę - jest to smurffowy quiz pt. "Co wiesz na temat Smurffa".
Quiz jest lekki, łatwy i przyjemny. Składa się z 10 pytań. Przy zaznaczeniu wszystkich poprawnych odpowiedzi do zdobycia jest 100 punktów. Odpowiedzi na wszystkie pytania zawarte w quizie kryją się w smurffowych postach.  Każdy uczestnik quizu może na końcu zobaczyć jaki wynik uzyskał oraz podejrzeć listę z wynikami uzyskanymi przez pozostałych uczestników guizu.
Dla osoby, która uzyska największą liczbę punktów przewidziana jest nagroda - niespodzianka.
Każdy uczestnik quizu ma prawo do jednorazowego startu pod swoim nickiem, obce nicki nie będą brane pod uwagę przy wyborze najlepszych wyników.
Wszyscy chętni, którzy chcą brać udział w quizie powinni kliknąć link zamieszczony poniżej.

/Quiz został zamknięty, odpowiedzi są podane w kolejnym poście/.

A teraz pora na relaksującą muzyczkę po tym quizowym wysiłku ;)


Tyle quiz. Ale może zanim przejdziemy do smurffowego czata, obejrzyjmy listę najlepszych wyników - żeby potem nie było, że Smurff coś tam "po uważaniu" zadecydował, kto powinien zwyciężyć ;)
Aby zobaczyć listę najlepszych wyników wystarczy kliknąć link zamieszczony poniżej.



No dobra, a teraz przejdźmy do smurffowego czata - widzicie go na górze bloga pod obrazkiem z zeppelinem. To jest czat stworzony specjalnie w tym celu, abyśmy mogli dziś trochę ze sobą pogawędzić. Wejście na niego możliwe jest tylko z tego bloga, co stanowi gwarancję, że żadna przypadkowa osoba, która nie zagląda na tego bloga, na niego nie wejdzie.
Jak korzystać z tego czata? Wszystko jest pokazane na tym obrazku poglądowym.




Po wpisaniu tekstu i kliknięciu klawisza [::shout]wpisany tekst powinien się znaleźć na samej górze czata, jak w tym przypadku:


Pozostaje jeszcze opis linków zamieszczonych na dole czata:
- "historia" - po kliknięciu tego linku pokazuje się cała historia czata;
- "pomoc i emotki" - po kliknięciu tego linku pokazuje się pomoc i pojawiają się dodatkowe emotikonki;
- "załóż czat" - po kliknięciu tego linku można założyć własnego czata i umieścić go na własnym blogu lub stronie www /po uprzednim założeniu własnego konta/.


A teraz spróbujcie wstawić własny tekst na czata - może to być np. powitanie plus jakaś emotikonka. Czyli wypełniacie wszystkie pola podobnie jak na obrazku poglądowym, a potem klikacie klawisz [::shout]. Czekacie chwilę po czym sprawdzacie, czy Wasz tekst pojawił się na czacie. Czasem pojawia się jakiś wpis na czerwono, że trzeba podać własnego nicka /nawet jak już właściwy nick był podany/ - jest to tzw. "złośliwość rzeczy martwych"/ - wtedy trzeba powtórnie kliknąć klawisz [::shout], co na ogół pomaga i wpisany tekst pojawia się w polu czata.
Mam nadzieję, że wszystko będzie OK, a jesli nie - zgłaszajcie ewentualne problemy w komentarzach pod tym postem.
Oficjalne rozpoczęcie czata planuję na godzinę 21, ale wpisywać własne teksty i gadać ze sobą możecie już teraz, nie ma co się jakoś specjalnie z tym szczypać ;)
Życzę wszystkim miłej zabawy :)


Dopisek po czacie.


No i po czacie.
Sam czat był chyba dość drętwy, skoro wszyscy szybko pouciekali i po 23 było już w zasadzie "po ptokach" ;)
Może być i tak, że Panie wzięły sobie do serca to, co napisałem Crackie o grzecznych dziewczynkach... a sami Panowie, bez Pań, też szybko się zmyli :P
W każdym razie, dziękuję Wam wszystkim za przybycie i czynny udział zarówno w quizie, jak i w czacie... mam nadzieję, że fajnie się bawiliście, a o to mi głównie chodziło. 
Dla zainteresowanych - czat zniknął z bloga, ale cały czas mam do niego dostęp, podobnie jak do zapisu prowadzonej rozmowy. Jeśli ktoś z uczestników czata chciałby otrzymać taki zapis, proszę o kontakt mailowy /adres maila jest dostępny w moim profilu/.


Mam jeszcze dwie sprawy. Pierwsza, to ten link dla Laury. Lauro, w tym poście bordowym kolorem wymieniłem te kobiece cechy, o które pytałaś na czacie :)


Druga sprawa to link z nazwą portalu, gdzie można takie quizy i czaty dla siebie zrobić i potem wstawić taki swój własny quiz lub czat na swojego bloga - jak ktoś jest tym zainteresowany, niech klika tutaj


Mam nadzieję, że godnie uczciłem pięciolecie blogowania, a teraz będę mógł z czystym sumieniem wrócić do szarej blogowej rzeczywistości ;)

wtorek, 6 grudnia 2011

Obce gwiazdozbiory.

Faktycznie, jakaś dziwna pustka Cię pochłonęła...a może to nawet nie jest pustka, tylko jakaś straszna czarna dziura, sam już nie wiem. 
Tak czy owak, coraz Cię mniej, jesteś coraz dalej ode mnie... zupełnie jakbyś oddalała się z prędkością światła w jakieś obce gwiazdozbiory, w zupełnie inny wymiar czasoprzestrzeni... wzdrygam się na samą myśl, bo wydaje mi się, że panuje tam przeraźliwy chłód, a ciemność jest tam tak gęsta i intensywna, że odbija się kruczoczarnym cieniem na samym dnie duszy... 
A najgorsze jest to, że ja doskonale wiem, iż to nie był Twój świadomy wybór... dałaś się ponieść tej fali, która Cię chwyciła i uniosła za sobą, ale wcale tego nie chciałaś... po prostu zabrakło Ci sił i wiary, że możesz się nie dać, że może być inaczej...
A teraz wołam do Ciebie z drugiej strony kosmosu... czy widzisz mnie jeszcze, czy słyszysz, czy pamiętasz?

To ja, Smurff, Twój Nadworny Astronom...

piątek, 6 maja 2011

Moje przyszłe życie pozagrobowe.


Wiadomo, że człowiek za życia, zwłaszcza jeśli żyje w takim biednym kraju jak nasz, nie ma czasu ani pieniędzy na pełną realizację swoich marzeń dotyczących podróży. Pięknych i ciekawych krajów jest na świecie zbyt wiele, a nasze płace zbyt niskie, abyśmy mogli sobie pozwolić na zwiedzanie tych wszystkich magicznych miejsc, jakie istnieją na Ziemi. Już nie mówiąc o pobycie na tych wszystkich cudownych zakamarkach jakie istnieją poza naszą planetą, bo na takie fanaberie, to już w ogóle stać bardzo, ale to bardzo niewielu. Ale nawet tych kilku szczęśliwców stać na kosmiczną podróż jedynie w bezpośrednim sąsiedztwie Ziemi. I dopóki dopiero raczkujemy w kosmosie, o żadnej dalszej międzygwiezdnej podróży nawet mowy nie ma.

Ale ja mam pewien plan...

Po śmierci, zamiast od razu grzecznie pójść do nieba, najpierw sobie troszkę "popodróżuję".
Odwiedzę te wszystkie piękne miejsca na naszej planecie, gdzie nie byłem za życia.
Może zajrzę tutaj...


http://www.virtualoceania.net/newzealand/backgrounds/800x600/nz0275.jpg

A potem tutaj...


http://www.virtualoceania.net/newcaledonia/backgrounds/800x600/nc0090.jpg

Potem sobie troszeczkę "popodróżuję" w czasie. Najpierw sprawdzę, kto zamordował prezydenta Kennedy'ego, a potem zajrzę do głębszych pokładów czasu, aby sprawdzić, dlaczego dinozaury szlag trafił. A "po drodze" może dowiem się jak to naprawdę było z historią Jezusa i Marii Magdaleny...

Gdy już wrócę do teraźniejszości, to udam się w podróż międzygwiezdną. Najpierw zwiedzę dokładnie najbliżej położone planety, a potem polecę poza układ słoneczny, aby zobaczyć te wszystkie białe karły, supernowe, czarne dziury, itp. kosmiczne atrakcje.
A potem polecę na koniec Wszechświata i zobaczę co jest dalej...

piątek, 29 kwietnia 2011

Wielka majówka.

Ani się obejrzeliśmy jak zrobiło się cieplutko i wszystko wokół nas pięknie zzieleniało.
Przyszedł czas na wielką majówkę.

Pamiętacie jak to było 30 lat temu?...


Fajnie jest czasem popatrzeć na te same gęby tylko młodsze o 30 lat, prawda?
Człowiek patrząc też od razu młodnieje... i przypomina sobie, jak to było 30 lat temu... ehhh, piękne lata mojej młodości... ta pora roku, gdy z pączków wyrastają młode liście, zawsze mi ją przypomina...

Cieszmy się więc tym pięknym czasem, bo szybko się skończy. 
I zamiast świeżej, delikatnej zieleni będziemy mieli brudną, ciemnoszarą nibytozieleń, która ma niewiele wspólnego z tym kolorem, który jest obecnie.

Ale póki co możemy sobie spokojnie zanucić...



Fajnie jest, gdy wokół nas szaleje piękna wiosna i możemy sobie troszeczkę powspominać jak to "drzewiej bywało"...

czwartek, 24 czerwca 2010

Ognisko.

   Noc świętojańska... czasem moja wyobraźnia kreuje wydumane obrazy, które nie mogą się ziścić... ale na szczęście w świecie wirtualnym wszystko jest możliwe...

   Oczami wyobraźni widzę ognisko. Pali się jasnym i wysokim płomieniem, a w niebo leci dym i snopy iskier. Krąg wokół ogniska zajmują ludzie, których poznałem tutaj - w wirtualnym świecie. Widzę Violinkę z córkami i wnuczkiem, obok siedzi Niedzisiejsza i Lucy z Potworem. Przy nich Fiu i Niepokonana, a dalej Ptr Kanalia z CR i dr Brunet z Miją. Przy nich Krakowianka, Blue i Viola Silvestris. Obok siedzi Cami, Ka-Lorka, Trochę Starsza Ania, Carmen, Brydzia, Mariol, Morelka i Biała Koronka. Z boku przycupnęła Dobra Wróżka, Sami, She, Gramik, Madziutek z Bestią oraz Mebson z Księciuniem - obie ww. pary oczywiście razem ze swoimi Aniołkami. Dalej siedzą dobrze mi znane Panie - Bunia, Jaguś, TMisia, Wusi, Aki, Dejanira, Impu, Marta, Krysia, Renata, Dora, Jaśmi, Makowa i Robaczek. Przy nich Atina Bezdomna z Rodziną, Ataner, Luzi, Laura ze swoim M. i córką, Karmina z Rodziną, Grace, Mariola, Tańcząca, Ajwona, Niebieskooka Basia, Przekorna, Kama z Rodziną, Ananas, Miss Thought, Misia, Warszawianka, Pijana Powietrzem razem ze swoim Grekiem, Pani T. z Rodziną, Ansa, Babcia Barbie z ÓCŚ-em, Atina oraz De razem ze swoim MM i Dzidzią jeszcze w brzuszku. Dalej siedzi Umyk, Perełka razem ze swoim Szczupakiem, Niepokorna, Pretty Woman, Adelina, Emeczka, Czarujące Hexe, Sometimesblue, Monika Bloogowa, Szafirek, Czekolada z Gruszkami, Red Red Vine, Yodhha, Monika i Belleatrix. Z boku siedzą zaś Panowie - Master, Artis, Bgo, Tomek, Szymek, Kacper, Imć Wachmistrz, Art Klater, Mości Sarmata, Papa Smerf, Starrgates, i Joven.
   Oczywiście ja też tam jestem i właśnie podkładam do ognia suche gałęzie sosnowe - ognisko w odpowiedzi trzeszczy wesoło i wysyła w górę snop iskier.

   Jest piękne gwiaździste niebo, a tajemniczo mrugające gwiazdy jakby uśmiechają się do nas z daleka...

  
http://cms.polityka.pl/_gAllery/10/91/93/109193/ognisko_600.jpg

   Ludzka wyobraźnia i świat wirtualny mają to do siebie, że mogą pokazać także to, co nie będzie miało miejsca w rzeczywistości...

   A na zakończenie zapraszam na krótki spacer po Waszych blogach.

***********************

   Dopisek z dn. 28.06. 2010 r.
   Jeśli kogoś interesuje temat poszanowania dla sfery uznawanej za sacrum, zapraszam na Forum Smurffa.

środa, 2 kwietnia 2008

Być kobietą, być kobietą...


 No dobra, przyznaję się...
   Wczoraj, niejako przy okazji pierwszego kwietnia, przez jeden dzień byłem kobietą o nicku "Madonna z wielkim cycem". Wcieliłem się w zdecydowaną, pewną siebie, charyzmatyczną kobietę, co prawda tak bardzo złośliwą, że wręcz kipiącą jadem, ale nie pozbawioną też pewnego damskiego wdzięku i powabu /no bo sami przyznajcie - czyż nie? hehehe /. Jej pewność siebie, przebojowość i świadomość własnych atutów była wręcz zniewalająca, co natychmiast przysporzyło jej męskich fanów /prawda Doktorku? hehehe /.
   Muszę przyznać, że jej tupet przekraczał wszelkie dopuszczalne granice, była to chyba jedyna znana mi kobieta, która odważyła się nazwać J. Bonda "flejtuchem"  brawo  
   Ech, co tu dużo gadać, zdaje się, że była to kobieta moich marzeń /w dodatku ten wielki biust!!! hehe /, aż szkoda że istniała tylko wirtualnie...
   Korzystając z okazji, chciałbym oświadczyć, że wszelkie jadowite komcie Madonny należy oczywiście zaklasyfikować jako żarty primaaprilisowe, co się chyba rozumie samo przez się. To samo dotyczy także komów podpisanych jako "Redakcja Onet Bloga".
   Trzeba jednak przyznać, że Madonna przebojem weszła w łonetowe blogowisko - natychmiastowe wyróznienie jej pierwszego posta od razu po jego publikacji oraz prawie 15 tysięcy odsłon tego bloga podczas pierwszego dnia jego istnienia , to chyba wydarzenie bez precedensu w całej historii Onet Bloga, przynajmniej jeśli chodzi o osoby spoza pierwszych stron gazet. Oczywiście walnie przyczynił się do tego lekko zwariowany pomysł z jednodniową zamianą adresów obu blogów - Madonny i mojego, ale mniejsza o szczegóły, liczy się ostateczny efekt, tylko to się pamięta oczko 
   Pozostaje więc tylko stwierdzić - oby tak dalej Madonno!
   Niestety, Madonnie ubiegłej nocy kompletnie odbiło i w efekcie zakończył się jej krótki wirtualny żywot /nasuwa się tu od razu naturalne skojarzenie z jętką - jednodniówką, aż dziw, że nie z modliszką język2 / w wyniku czego Madonna przemieniła się w absolutnie odjazdowego osobnika o nicku "szajba4", którego blog postanowiłem zalinkować jako swoje alter ego /było nie było, ten blog był przez jeden dzień matecznikiem Madonny, dlatego też od razu zapałałem do niego ciepłym uczuciem/. Link do tego bloga znajduje się po lewej stronie na samej górze.
   Czas pokaże, co dalej będzie z tą szaloną szajbą4.

   Wróćmy jeszcze na chwilę do udawania przeze mnie kobiety jako takiej.
   Pewnie teraz zapytacie jak mi z tym było?
   Ha!!!!!!!!!!!!
   Odpowiedź na to pytanie nawet dla mnie jest wielce zaskakująca:

RE-WE-LA-CYJ-NIE!!!
 hehe  hehe  hehe  hehe  hehe  hehe  hehe  hehe  hehe  hehe  hehe 

   Przyznaję, że miałem z tego ubaw po same pachy, normalnie boki sobie zrywałem ze śmiechu!!!

   Ale ta odpowiedź budzi też we mnie leciuteńką konsternację - a może ja tylko fizycznie jestem facetem, a wewnątrz mnie drzemie kobieca dusza? co? 
   Jak Wam się wydaje? myśli 

czwartek, 8 listopada 2007

Wyniki losowania cytata.

  Niniejszym zapodaję Wam wyniki losowania cytata, znaczy się efekty ściśle określonej procedury, która wynikła z dwóch równoległych nominacji Milady Morelki tudzież Ptr-a.
   Owoż zgodnie z ww. procedurą, stanąłem przed półkom s ksionżkami, po czym zamkłem swoje oczęta, sięgłem ręką i... oddałem się moim ulubionym fantazjom erotycznym, hehe  hehe , nie wrrrrrróć  nie powiem , koryguję, zamkłem oczy, sięgłem ręką i wyciągłem na chybił-trafił jakąś książkę. Cóż to było?
   Padło na III cz. "Przeminęło z wiatrem" Margaret Mitchell.
   No to szybciorem zacytuję Wam teraz 5-te zdanie ze 123-ciej strony owej książki:
"Zdawali się doskonale bawić całą tą sprawą."
   Otóż to! Ślepy traf po prostu z ust mi to wyjął. A może to wcale nie był ślepy traf?  hehehe
W celu zweryfikowania, czy to był ślepy traf, czy też nie, nominuję:
Luzi
Gramika
Karminę
Kamę
Fiu

   W każdym razie, to już chyba będzie koniec tej całej zabawy, bo w kolejnym poście, niestety, będę smęcić.  groza
   No cóż, kiedyś trzeba zacząć...

poniedziałek, 27 sierpnia 2007

"Zobaczyć", to nie zawsze znaczy to samo, co "ujrzeć" ;)


  Udało się! Kule gwizdały mi koło głowy, ale jakoś udało mi się przeżyć tę ostrą strzelaninę. Ale teraz wychodzę już ze schronu trzymając w ręku białą flagę, co zdaje się, oznacza przerwanie ognia.
   Mam nadzieję, że przy okazji tych armatnich salw, podobnie jak ja, mieliście niezłą zabawę Moi Drodzy.  hehehe 
   Kto zwyciężył w tej potyczce? 
   Chyba Grand Prix w tym festiwalu strzeleckim przyznam Jaguś za stwierdzenie, że "jestem każdym z  nich", czyli Smurff, to "facet o 15 twarzach!!!!"
   Szalenie to łechce moje smurffowe ego... - Jaguś - wypnij pierś po ordery...

   No cóż, jak widać na załączonym obrazku, czasowniki "zobaczyć" i "ujrzeć" nie zawsze muszą oznaczać to samo, a przynajmniej, nie na smurffowym blogu.
   Bo czasem można zobaczyć oblicze Smurffa niekoniecznie wiedząc, o jakiego faceta konkretnie chodzi, no nie?
  Wolę nie rozwiewać tej mgiełki tajemnicy która nadal osłania moją twarz...  luzak 

   Nic wcześniej o tym nie pisałem, bo to miała być niespodzianka. Otóż przewidziano nagrodę główną oraz kilka nagród pocieszenia dla losowo wybranych uczestników konkursu pt. "ustrzel wirtualnie Smurffa". Zarówno główna nagroda dla laureatki konkursu, jak i nagrody pocieszenia, przewidziane dla co niektórych, bardziej pechowych uczestników tej zabawy, zostaną wysłane pocztą mailową.   
   Przy okazji chciałem poinformować świeżo upieczone grono fanek moich nóg, że post pt. "Faceci w krótkich spodenkach" postanowiłem opublikować dopiero za rok, już po kolejnych wakacjach. Dlaczego? Otóż po wnikliwych oględzinach moich dolnych kończyn, samokrytycznie stwierdziłem, że nie są one w tym roku wystarczająco opalone, aby zaprezentować je w pełnej krasie.
   A poza tym, nie wszystko naraz. Przyjemności też należy sobie racjonalnie dozować, no nie?

   Na otarcie łez, zapodaję Wam neco zapiaszczone nusie-klusie mojego Lolusia na tle bryzgów morza.
   Niektórzy mówią nawet, że widzą w tych nóżkach pewne podobieństwo do moich... hmm... sam nie wiem... No bo bądźmy szczerzy - cóż innego wypada im powiedzieć wobec mnie akurat w tej kwestii?   oczko 


 

wtorek, 24 lipca 2007

Cudowne słowo "urlop".


   Już niedługo urlop  luzak
Urlop od codziennej bieganiny. Od telefonów. Od faxów. Od mailów. Od klientów. Od roboty, która dla mnie zawsze jest na "wczoraj".

   A ja już niedługo będę miał od tego wszystkiego urlop. Powtarzam to słowo raz po raz jak zaklęcie

U-R-L-O-P!!!
   Możecie się ze mną zgadzać, albo nie, ale uważam, że "urlop" to cudowne słowo  hehe 

   Teraz spadam na przeszło trzy tygodnie.
   Wypadałoby się teraz jakoś pożegnać.
   Pożegnam Was pewnym hasłem, które zapamiętałem słuchając kaset pewnej bardzo znanej parę lat temu firmy, działającej w ramach marketingu sieciowego. Firma obiecywała wszystkim rychłą fortunę w ramach stworzonej przez wciągniętych doń pasjonatów, piramidy finansowej.
   Kasety były raczej nudne i nie udało się owej firmie zrobić mi wody z mózgu. W zasadzie tylko jedna, jedyna rzecz z tych kaset, przypadła mi do gustu - hasło, którym zamierzam Was teraz pożegnać:

DO ZOBACZENIA NA PLAŻACH ŚWIATA!!!  papa 



http://w891.wrzuta.pl/sr/f/1xzSHg0Akpq/polak_na_urlopie_-_realia_zycia

wtorek, 12 czerwca 2007

Deser konsumowany w niecodziennej scenerii.

   No i znowu zostałem kopnięty, pardon, klepnięty przez Violinkę, chociaż tak naprawdę, to już wcześniej byłem delikatnie poklepany przez Niepokorną i Beatkę. Wszystko po to, abym zechciał Wam na moim blogu coś upichcić.
Problem w tym, że pichcenie nie jest moją mocną stroną sceptyczny , owszem potrafię zrobić niezłą herbatę, a nawet całkiem dobrą jajecznicę, czy nawet placki, ale przecież chodzi o jakąś wykwintną potrawę, prawda?

   O właśnie - wykwintną!
   Szczerze Wam powiem, że osobiście podchodzę z dużą dezaprobatą do kulinarnej tematyki blogowych łańcuszków  wrr  . Taż blogi, to nie książki kucharskie, no nie?
   Ale, żeby nie było, że się wyłamuję /za co pewnie zostałbym obłożony jakąś blogową 
klątwą oczko /, zapodam Wam teraz przepis na deser konsumowany w niecodziennej scenerii.

Potrzebny jest:
deser w rodzaju bita śmietana lub kogel-mogel /uwaga - zimne desery, jak np. lody są w tym przypadku niewskazane/;
nasz partner/ka - gorzej jak akurat nikogo takiego nie ma "pod ręką" - ale o tym dopiero w następnym poście;
dodatki owocowe, najlepiej czerwone, jak truskawki, wisienki, etc.
mile widziane będą dodatki dla podtrzymania dobrego nastroju, jak różne świeczuszki, kadzidełka, etc.;
mile widziane jakieś dodatki alkoholowe  martini , jak wina musujące, drinki, etc.  

O przyrządzaniu deseru nie będę się rozpisywał, bo wystarczy poszukać odpowiedniej książki traktującej o sporządzaniu deserów, gdzie takich przepisów będzie na pęczki.
W trakcie przygotowywania deseru możemy odpalić dodatki dla podtrzymania dobrego nastroju, no i zalać szkło dodatkiem alkoholowym.

   Deser po sporządzeniu dzielimy na dwie w miarę równe połowki. Połowę deseru nakładamy cienką warstwą na partnera/kę, przyozdabiając go w międzyczasie połową wcześniej nagromadzonych dodatków owocowych.

   Jakieś wskazówki, co do miejsc konsumpcji?
Hmm, bywa dość różnie, ale np. u mężczyzn nieźle się do tego nadaje taki mały dołek w okolicach splotu słonecznego  papa .


   A u kobiet?

Hmmm
U Pań
Takich miejsc
Jest naprawdę
Bez liku
W zależności
Od panujących
Gustów
I guścików... 

   Konsumujemy oczywiście bez sztućców, powoli, bez pośpiechu, ciesząc się smakiem deseru i starając się zjeść całą przeznaczoną nam porcję.
A potem następuje zamiana ról i smakowanie zaczyna się od nowa...

   Jakieś zalety spożywania deseru w ten sposób?
A i owszem - bardzo mało zmywania, bo deser konsumujemy bez użycia sztućców i zastawy stołowej.
Ale najważniejszą zaletą jest chyba to, że deser konsumowany w ten sposób jest znakomitą uwerturą do późniejszych działań, zmierzających do szybkiego spalenia pochłoniętych przez nas kalorii hehe , dzięki czemu nic nam nie pójdzie w bioderka, a więc nie ma w tym wypadku zbytniego ryzyka przybrania na wadze.
Życzę smacznego!
  
http://www.delecta.pl/_images/produkty/Des_sniezka.jpg

niedziela, 1 kwietnia 2007

Jak Was "widzę".

  Dziś pierwszy kwietnia, a zatem można nieco spuścić wodze fantazji i co nieco się zabawić. Od razu powiem, żeby tej mojej zabawy nie traktować serio, a jedynie jako primaaprilisowy żart  oczko 

   Nie wiem, czy Wy też tak macie, ale ja jak do kogoś piszę, to jakoś tam po swojemu zaraz go sobie wyobrażam. To silniejsze ode mnie, po prostu od razu staje mi przed oczami wyimaginowany obraz osoby, do której piszę. Odbywa się to w sposób nie do końca świadomy, a więc chyba musi w tym maczać palce głównie moja podświadomość.
   A ponieważ dziś jest doskonały dzień na snucie tego rodzaju wizji, a zatem nie tracąc czasu zamykam oczy, no i... tak Was "widzę".

Niedzisiejsza. Przystojna Pani z dość poważną miną. Staje się bardzo powabna gdy się uśmiecha /ale chyba o tym nie wie/ Szczupła i raczej wysoka. Włosy ciemne /nawet jeśli fakty wskazują, że jest inaczej, to tym gorzej dla faktów  papa /. Odniesienie do postaci filmowej - Ingrid Bergman z "Casablanki".

Violinka. Raczej drobna, chyba szatynka. Twarzy zbyt dobrze nie "widzę" bo jest półmrok, ale z postury atrakcyjna. Ma chyba gdzieś piegi /dodają uroku, ale gdzie są dokładnie, tego nie "widzę"  ważniak /. Precyzyjna i zdecydowana. Lubi bić się o swoje i utrzymywać porządek wokół siebie. Odniesienie do postaci filmowej - Sigourney Weaver z "Obcego".
Fiu. Pani o ładnej buzi z dużą dawką seksapilu. Typ słodkiej kocicy. Prawdziwy Lep na facetów /flirtowanie ma "we krwi"/. Raczej rozmowna i żywo gestykulująca. Przebojowa, zawsze daje sobie radę. Odniesienie do postaci filmowej - Vivien Leigh z "Przeminęło z wiatrem".
Lucy. No i tu mam spory problem, bo niestety obejrzałem /i to parokrotnie  papa / film z Gali Onetu, no i teraz jestem w kropce. Aparycję zatem muszę pominąć. Dostojna i budząca respekt u facetów, ale przy tym wszystkim także seksi. Odniesienie do postaci filmowej - Liz Taylor z "Kleopatry".

Hexe. Oczywiście Moją Czarownicę "widzę" zazwyczaj jak frunie na miotle  oczko  Twarzy nie "widzę", bo założyła kaptur, ale spod kaptura wystają ciemne włosy. Pod miotłą "dostrzegam" długie, zgrabne nogi. Budząca lekką grozę u facetów, ale przy tym wszystkim mocno powabna. Odniesienie do postaci filmowej - Cher z "Czarownic z Eastwick".

Ptr. Dość wysoki Pan o muskulaturze gladiatora z czasów Cesarstwa Rzymskiego. Surowa, męska twarz, budząca zainteresowanie wśród wielu przedstawicielek płci pięknej. Ceniący swobodę, śmiały ponad miarę, z dużą fantazją, nieprzewidywalny w swoich zamiarach i zawsze czymś zaskakujący. Odniesienie do postaci filmowej - Harrison Ford z "Indiana Jones".
Woman. Intrygująca Pani o ciemnych włosach. Koloru oczu jakoś nie mogę "dostrzec". Porusza się z kobiecą gracją .Przedsiębiorcza i aktywna. Umie i potrafi postawić na swoim. Odniesienie do postaci filmowej - Julia Roberts z "Erin Brockovich".

Master. Szczera, męska twarz o szlachetnych rysach. Twardy Pan, zawsze grający fair, który potrafi się każdemu postawić w szlachetnej walce o prawo i sprawiedliwość /bynajmniej nie łączę tego z PiS   obrażony /. Odniesienie do postaci filmowej - Gary Cooper z "W samo południe".

Blue. No i kurka blaszka, tutaj podobnie jak z Lucy, mam problem, bo już obejrzałem, co się kryje pod tym wdzięcznym kapelusikiem, no i moja podświadomość w znacznym stopniu przez to spasowała. Wdzięczny obiekt męskich westchnień. Uduchowiona, o bogatym życiu wewnętrznym.  Odniesienie do postaci filmowej - Michelle Pfeiffer z "Wieku niewinnności".

Karmina. Prawie dokładnie ten sam problem. co z blue /zadziałała ta fotka na koniu/. Pewna siebie, wie ile potrafi. A potrafi naprawdę wiele, np. świetnie galopuje na wielkich i często krnąbrnych rumakach. Odniesienie do postaci filmowej - no coż, jedyna aktorka, jaką w tym momencie kojarzę, która jeździła konno, to Magdalena Zawadzka w "Panu Wołodyjowskim".
Piranessi. Postawny Pan o zdecydowanie męskich rysach. "Chyba "widzę" wąsy i brodę. Mężczyzna rozsądny i doświadczony, obdarzony przy tym dużą wiedzą. Koneser sztuki. Odniesienie do postaci filmowej - Sean Connery w filmie "Imię róży".

Przepraszam inne osoby, których tutaj nie wymieniłem, ale trochę zbyt mało jeszcze je poznałem i moja podświadomość niedostatecznie wykształciła sobie ich obraz, abym mógł go tutaj opisać. Ale z czasem z pewnością również je "zobaczę".
Jeszcze raz podkreślam, aby ten dzisiejszy post traktować wyłącznie w kategoriach zabawy i niczego więcej.
Zresztą Moi Drodzy - zawsze możecie dokonać słodkiej zemsty i napisać na swoich blogach lub w komentarzach pod tym postem, jak Wy "widzicie" np. Smurffa. Naprawdę chętnie przeczytam  hehehe 



 
http://gfx.filmweb.pl/po/10/25/1025/7126826.2.jpg