Witaj Miły Gościu na pokładzie Linii Lotniczych "Smurffair". Rozgość się tutaj - mój wirtualny barek jest zawsze obficie zaopatrzony ;) Życzę wyłącznie miłych lotów i wielu przyjemnych wrażeń!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przypowieści.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przypowieści.. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 marca 2014

Przypowieść o niesfornym misiu.

W pewnym lesie żyła sobie gromadka zwierząt. 
Były tam zające, lisy i borsuki, było też kilka większych zwierzaków, jak wilki i rysie. 
Był też jeden niedźwiedź, którego pozostałe zwierzaki zwykły nazywać "niesfornym misiem". Bo zaiste, był to bardzo niesforny miś. A już szczególnie niesforny był dla wszystkich swoich sąsiadów, którymi było kilka zajęcy, lis i borsuk. 
Niesforny miś miał do swojej dyspozycji największą część lasu, ale ciągle mu było mało. Dlatego lubił od czasu do czasu wchodzić na terytoria należące do okolicznych zwierząt i brać ten teren w swoje posiadanie. Napadnięci sąsiedzi byli niestety zbyt słabi, aby mu się przeciwstawić. Raz czy dwa razy lis mu się postawił, ale szybko dostał od misia po pysku i od tej pory zaczął obchodzić go szerokim łukiem. Borsuk nawet nie próbował się postawić, tylko od razu mu się podporządkował. Jeśli zaś chodzi o zające, to ich zdania niesforny miś w ogóle nie brał pod uwagę. Miś liczył się trochę za zdaniem wilków i rysiów, ale te mieszkały z dala od jego terenów i starały się nie wchodzić mu w drogę.
Porządku w całym lesie pilnował pewien gajowy, ale nawet on znając awanturniczą naturę niesfornego misia starał się schodzić mu z drogi.
Jednym słowem, niesforny miś robił w swojej części lasu co chciał i nikt mu tam nie podskoczył, a jak już ktoś podskoczył, to szybko dostał po pysku, aby wiedział, gdzie jego miejsce.

Pewnego dnia w lesie rozniosła się wieść, że niesforny miś znowu wyszedł poza swoje terytorium, tym razem na teren borsuka, gdzie zajął jedną z jego nor. 

- Znowu ten cholerny niesforny miś! - pomstował lis /właśnie ten lis, który kiedyś dostał od misia po pysku/.
- Zróbcie wreszcie coś z tym misiem, jak długo jeszcze będzie napadał na nasze tereny?  - lamentowały zające. 
- Znowu ten cholerny niesforny miś... jak to dobrze, że z nim nie sąsiadujemy - stwierdziły wilki i rysie.

Zwierzęta uradziły w końcu, że poskarżą się gajowemu. 
Ten, gdy się dowiedział, obiecał niezwłoczną interwencję - i za jakiś czas widząc misia w lesie, z daleka wymownie pogroził mu palcem.

- Hurra! Gajowy jest z nami! - ucieszyły się zwierzęta.

Ale niesforny miś nadal okupował borsuczą norę.

W tej sytuacji zwierzęta zgodnie uradziły, że każde z nich będzie ostentacyjnie ignorować niesfornego misia. Postanowiły więc udawać, że go w ogóle nie widzą, a wilki i rysie solennie obiecały, że od tej pory już nie będą mówić mu "dzień dobry", nawet jeśli go kiedyś zobaczą z daleka w lesie. Zwierzęta zgodnie uznały, że taka wspólna, bardzo zdecydowana postawa wobec niesfornego misia sprawi, że uzna on swój błąd i opuści okupowaną przez siebie borsuczą norę. 
Sam borsuk też jest dobrej myśli; w dodatku jest bardzo wdzięczny wszystkim leśnym zwierzętom za okazaną solidarność i jednomyślność w swojej sprawie.

A co na to niesforny miś?
No cóż, na razie jest zajęty wyjadaniem zapasów z borsuczej spiżarni... 


środa, 2 lutego 2011

Przypowieść o mrówce i słoniu.


Tego dnia całodzienna praca w mrowisku zakończyła się nieco wcześniej niż zwykle. 
- Dziś wyjdę z mrowiska tamtym starym bocznym wyjściem, może jeszcze zdążę obejrzeć zachód słońca - pomyślała mrówka gdy już zakończyła swoją mrówczą pracę. 
Stary korytarz był wąski, kręty i omszały. Widać było, że od wielu lat nikt tędy nie chodził.
Po kilku minutach samotnej wędrówki mrówka wyszła z mrowiska i na wprost wyjścia ujrzała niewielki głaz, który wyglądał na bardzo stary.
- Fajnie - pomyślała mrówka - pewnie z tego głazu będę miała piękny widok na zachodzące słońce.
Bez trudu wspięła się na stary głaz i zerknęła na zachód; daleko na horyzoncie ujrzała wielką karminową kulę nieco schowaną za piękną, lekko purpurową woalką z chmur.
Widok był zaiste przepiękny i mrówka delektowała się nim przez dłuższy czas. Nagle usłyszała ciche westchnienie. Dobiegało jakby z wnętrza głazu.
- Kto tam jest? - zapytała mrówka - mów mi zaraz, bo słyszę jak wzdychasz... 
- Ktoś tam jest? - dobiegło ze środka głazu.
- Tak to ja, mrówka - odpowiedziała mrówka - a ty, to kto?
- Ja?... Ja jestem słoniem... - niepewnie odpowiedział głaz.
- Słoniem??? Ale jak ty się zmieściłeś w tym głazie? - zapytała mrówka - przecież słonie są wielgachne, a ten głaz wcale nie jest taki duży...
- Jaki głaz? - zapytał słoń - właśnie sobie stoję na mojej sawannie obok wielkiego starego baobabu i słyszę Twój głos dochodzący z jego środka...
- Hmmm... - zamyśliła się mrówka - widocznie zarówno twój baobab jak i mój głaz posiadają jakieś magiczne właściwości, które nam pozwalają komunikować się ze sobą...
- Chyba tak - przyznał jej rację słoń - ale o czym mielibyśmy ze sobą rozmawiać... przecież nasze światy są tak różne... 
- Masz rację słoniu... ale skoro już możemy ze sobą rozmawiać, to powiedz mi, czy lubisz, tak samo jak ja, oglądać wieczorem zachody słońca? Bo wiesz, właśnie oglądam cudowny zachód słońca...
Okazało się, że słoń także uwielbiał oglądać piękne zachody słońca. Dalsza konwersacja upłynęła im w miłej i przyjemnej atmosferze, toteż gdy nadszedł moment rozstania, dla obojga zrobiło się przykro. Umówili się jednak, że za dwa dni o tej samej porze znowu spróbują ze sobą porozmawiać za pomocą głazu i baobabu.
Gdy mrówka przyszła na wyznaczony termin, słoń już na nią czekał. I znów wspaniale im się ze sobą rozmawiało. Okazało się, że pomimo życia w dwóch różnych światach, wiele ich łączy. Oboje mieli podobne podejście do życia i podobne spojrzenie na  otaczające ich, chociaż bardzo różne światy. Toteż niezależnie od poruszanego tematu, oboje mieli sobie wiele do powiedzenia.

Z czasem ich rozmowy stały się niemal codzienną tradycją. Mrówka nie wyobrażała sobie, aby co jakiś czas nie odbyć wieczorem wycieczki do "swojego" głazu, podobnie jak słoń do "swojego" baobabu. Opowiadali sobie jak minął im dzień, zwierzali się sobie ze swoich codziennych smutków i radości albo zwyczajnie żartowali. Oboje bardzo polubili te wspólne rozmowy, które nigdy nie były na tyle nudne, aby któreś z nich chciało je definitywnie zakończyć.

Któregoś dnia mrówka źle spała. Przewracała się z boku na bok, ale jakoś sen nie przychodził...
- Cóż robić? - pomyślała - pójdę do mojego głazu i pooglądam sobie z niego gwiazdy. Ze słoniem co prawda sobie nie pogadam, bo teraz pewnie śpi, ale będę mogła sobie przynajmniej popatrzeć na rozgwieżdżone niebo...
Tak też zrobiła. Cichutko wspięła się na stary głaz i w milczeniu kontemplowała piękny widok nocnego nieba. Gwiazdy mrugały do niej z daleka, a na horyzoncie właśnie dojrzała jaśniejącą tarczę Księżyca.
- Jaki ten odległy świat jest piękny - pomyślała mrówka.
W tej samej chwili ze środka głazu dobiegły ją jakieś odgłosy...
- Z mrówką, mówisz? Przez ten baobab? Toż to nie do wiary! - dobiegł jej uszu jakiś obcy głos...
- No! - ten głos mrówka poznała - pochodził od "jej" słonia - naprawdę nie do wiary, co nie?
- Nooo... - przyznał obcy głos, a po chwili zapytał - ale o czym wy ze sobą gadacie? 
- A o wszystkim - odpowiedział "jej" słoń - na przykład ostatnio powiedziała mi, że trochę cierpi, bo dokuczają jej hemoroidy... dasz wiarę? Hemoroidy u mrówki!
- Hahahaha!!! - zarechotał obcy głos - a to dobre! Mrówka i hemoroidy! Hahahaha!!! - drugi głos śmiał się głośno i przeciągle.
Mrówce od tego gromkiego śmiechu łzy napłynęły do oczu ze złości i wstydu, ale nie dała po sobie poznać, że to wszystko słyszy...

Następnego dnia, gdy usłyszała, że słoń jest w pobliżu, powitała go w te słowa...
- Witaj słoniu... wiesz, wczoraj w nocy słyszałem waszą rozmowę o moich hemoroidach... ktoś miał z tego niezły ubaw...
- Słyszałaś? - trochę speszył się słoń - no wiesz, myślałem, że śpisz, a że przyszedł mój przyjaciel w odwiedziny, no to postanowiłem pokazać mu ten cudowny baobab i powiedzieć mu o tobie...
- A w tym celu musiałeś zacząć od moich hemoroidów, prawda? Bo to dla was jest bardzo śmieszne? Wiesz jak mi było przykro gdy słuchałam jak on się śmiał? - zapytała mrówka z wyrzutem.
- Ależ to nic nie znaczy, mrówko... przecież to nic dla ciebie nie znaczy... nasze światy się ze sobą absolutnie nie przenikają... a więc nikt z twojego świata nie dowie się o twoich problemach...
- Nie o to chodzi, słoniu - odpowiedziała mrówka - zdradziłeś to, co mówiłam tylko tobie, a więc zdradziłeś mnie. Bo to, co ci powiedziałam było przeznaczone tylko dla twoich uszu, dla nikogo więcej. Nie ma dla mnie znaczenia, że twoja zdrada mnie bezpośrednio nie dotyczy. Myślisz, że jak się ze mnie śmieje ktoś, kto jest z twojego świata, a nie z mojego, to wtedy nie ma wstydu albo jest on mniejszy? To nieprawda - wstyd jest taki sam, zapewniam cię. Już nie mam do Ciebie zaufania i od dziś nie będę z tobą rozmawiać... żegnaj słoniu... - to mówiąc mrówka zeszła z głazu nie zważając na protesty i zapewnienia słonia, że przecież nic się nie stało.

Od tamtej pory mrówka od czasu do czasu wymyka się samotnie, aby ze swojego głazu obejrzeć kolejny cudowny zachód słońca. Stojąc na głazie czasem słyszy, jak ją słoń przywołuje. Mówi wtedy, że tęskni za nią i za tymi ich rozmowami, że bez niej czuje się samotny i opuszczony...
Ale mrówka już nie odpowiada na te wezwania.
Nie chce rozmawiać ze słoniem, który kiedyś ją zdradził...