Witaj Miły Gościu na pokładzie Linii Lotniczych "Smurffair". Rozgość się tutaj - mój wirtualny barek jest zawsze obficie zaopatrzony ;) Życzę wyłącznie miłych lotów i wielu przyjemnych wrażeń!
Porozrzucałem niektóre strofy tego wiersza już na kilku blogach... ale zdaje się, że tylko tutaj jest w całości...
W archiwum mam też jego alternatywną, nieco bardziej erotyczną wersję... ale tę chyba pozostawię sobie, na wypadek, gdyby przyszło mi kiedyś do głowy wydać mój tomik poezji dla dorosłych ;)
Koniec jesieni niesie ze sobą wiele melancholii. Na horyzoncie snują się mgły, a bezlistne szare drzewa zamierają bez ruchu w oczekiwaniu na zimę.
Wiele osób nie lubi tej pory roku. Fakt, w powietrzu czuje się wtedy chłód i wilgoć. "Zgniła pogoda" - mówią niektórzy.
Okrągły rok temu napisałem wiersz, który opowiada o tej porze roku, ale zanim go opublikowałem, nadeszła zima.
Lecz dzisiejsza, mokra, chłodna i bardzo pochmurna niedziela oraz pewien komentarz, który przeczytałem na gg sprawiły, że przypomniałem sobie o tym wierszu.
I dobrze, bo znów mógłbym nie zdążyć z jego publikacją ;)
mgliste poranki
i bezlistne drzewa
zmieniają świat wokół mnie
w trochę tajemniczą
szaro-białą matnię
zamykam się w domu
jak żółw w skorupie
piję gorącą herbatę
na poprawę nastroju
bo nie chcę spoglądać
na te ponure
jesieni konwulsje ostatnie
płacząca wierzba
mokra i cicha
stoi samotnie w parku
nad mrocznym stawem pochylona
pod nią zalega
grubą warstwa
butwiejących liści
nie chcę tego widzieć
jak jesień kona
posępne niebo
zasnute aż po brzegi
całunem popielatych chmur
spogląda litościwym wzrokiem
na kraczące wniebogłosy
przelatujące wrony
nie chcę tego widzieć
ani tego słyszeć
zakładam na uszy słuchawki
i patrzę daleko przed siebie
lecz widzę tylko
jesienny pejzaż zamglony
każdego roku jest tak samo
każdego roku wyczekuję
kiedy śnieg zasłoni szarość
a litościwy mróz
wszystko w srebro zamieni
Właśnie tak
co roku
kończą się
ostatnie konwulsje jesieni
A muzycznym dodatkiem do tego wiersza niech będzie ten, trochę zapomniany już utwór... moim zdaniem pasuje tutaj, bo o tej porze roku mam wrażenie, jakbyśmy wszyscy powoli znikali w tej niepodzielnie panującej szarości...
Samotny mężczyzna na pustym peronie
Przy jego boku walizka
Para oczu spogląda chłodno w milczeniu
Gdy on, przestraszony, próbuje się ukryć
Wszyscy znikamy w szarości...
Czuję deszcz przenikający angielskie lato
Słyszę melodie dalekiej piosenki
Wychodzę z plakatu - dekoracji
Pragnąc by życie nie było tak długie
Wszyscy znikamy w szarości...
Visage "Fade To Gray". Tłumaczenie - Tomasz Beksiński.
Pisałem już kiedyś o tym wierszu, ale wtedy gdzieś mi się zapodział. A dziś jakimś dziwnym zrządzeniem losu udało mi się go odszukać. No więc - włala ;)
************************
odziany w czarny długi płaszcz
chcę frunąć ponad horyzontem
spoglądać raz na ziemię, raz na niebo
przyozdobione złocistym gontem
chcę choćby tylko raz
barierę niemożności
wokół siebie przesunąć
chcę śnić na jawie
chcę tańczyć we śnie
chcę frunąć, chcę frunąć, chcę frunąć!
zanurzyć się choćby tylko jeden raz
w błękitnej podniebnej przestrzeni
rozpiętymi skrzydłami rozcinać łuk tęczy
co chełpliwie setką barw się mieni
i lecieć tak, nurzając się w świetle gwiazd
a potem to mogę nawet
podobnie jak Ikar, gwałtownie w dół runąć
a co mi tam...
przecież to będzie jak skok na bungee...
chcę frunąć, chcę frunąć, chcę frunąć!
nasze życie jest krótkie, a wieczność ucieka
szare okruchy dnia codziennie zbieramy
chcę moje życie przeżyć świadomie
smakując je wszystkimi moimi zmysłami
nie bać się żyć i nie bać się umrzeć
granice strachu od siebie odsunąć
w końcu kto wie, co nas czeka
tam, po drugiej stronie?
dlatego chcę frunąć, chcę frunąć, chcę frunąć!
Dziś chcę Na jakiś czas Pożegnać się Z blogowaniem I już na zawsze Pożegnać się Z tym blogiem Kiedyś musiało to nastąpić Więc proszę Nie miejcie o to Do mnie żalu Teraz Z wolna Podnoszę kotwicę Zwalniam cumy Bo już za chwilę Odpływam Odpływam Odpływam do realu
To był Bardzo miło Spędzony czas Świetna zabawa Lecz wszystko ma swój kres Nadszedł czas By się pożegnać Bo tutaj Dla mnie Jest już Po baluWięc Pomału stawiam Wszystkie żagle I już za chwilę Odpływam Odpływam Odpływam do realu
Dziękuję Wam wszystkim Za to Że tu ze mną byliście Za wszystkie miłe słowa Zachowam je w sercu głęboko Lecz nadszedł już czas By powiedzieć Żegnaj wirtualu Mój żaglowiec Stoi gotów do drogi A zatem Zajmuję miejsce Za sterem I chwytając w żagle Pomyślne wiatry Odpływam Odpływam Odpływam do realu
Może tym razem to ja pierwszy zaproponuję oprawę muzyczną do tego wiersza.
A Wy, jeśli chcecie, możecie podać w komentarzach swoje własne propozycje.
Będzie mi bardzo miło ich posłuchać, a później je zalinkować.
Dopisek z dn. 23.11.2008 r. Dziękuję Wam za wszystkie komentarze. Zgodnie ze złożoną wcześniej obietnicą, w dniu dzisiejszym zalinkowałem wszystkie złożone przez Was muzyczne propozycje. Oto one.
To od Violinki <klik> To od Violi Silvestris <klik> To od Ptr-a Kanalii <klik> To od Dory <klik> To od Leny <klik> To od Krakowianki <klik> To od Babci Barbie <klik> To od Marii Dory <klik> To od Lucy <klik>
To od Dejaniry <klik> Dziękuję Wam za te muzyczne propozycje i przepraszam, że tym razem nie odpowiadałem na komentarze.
Inspiracją do napisania tego wiersza stał się blog Shereni.
Początkowo nie czułem się na tym blogu zbyt dobrze - odbierałem go jako dość mroczny i posępny. Cały czas miałem wrażenie, jakby ten blog skrywał przede mną jakieś swoje tajemnice...
Po pewnym czasie odkryłem tam jeszcze jedną tajemnicę - otóż, ile razy tam jestem, tyle razy ten blog do mnie przemawia, jakby chciał mi coś powiedzieć...
Zainspirowany tymi moimi wrażeniami, a także słowami, które za każdym razem rzucają mi się w oczy
Ostatnio często czuję się tak, jakby ktoś oberwał mi skrzydła...
postanowiłem przekuć te moje odczucia na bardziej poetycką formę.
Właśnie w ten sposób powstał ten wiersz.
Dedykuję go Autorce omawianego bloga.
*******************************************
cały czas
błądzimy gdzieś bez skrzydeł wędrując przez życie na spotkanie przeznaczenia raz po raz zanurzając twarz w pełnym rzęsistych łez słonym potoku cały czas miotamy się pomiędzy złotym blaskiem dnia a srebrnym lśnieniem nocy skazani na życie bez skrzydeł w półmroku
bezwiednie lgniemy do światła jak ćmy szukające wybawienia w jasnym świecy płomieniu podstępnie zamknięci w pułapce czasu z wolna płyniemy stąd do wieczności nieszczęśnicy wygnani z raju już od dzieciństwa trwale zamknięci w bezlitosnym sarkofagu samotności
jak znaleźć szczęście nie mając skrzydeł jak odnaleźć sens i wybawienie życie w półmroku tak krótko trwa krócej niż oka mgnienie
a jednak czasem dostrzegam jasny promyk szczęścia w twoim wzroku i to jest najlepszy znak że nadzieja wciąż żyje w nas nawet bez skrzydeł w półmroku
http://i14.tinypic.com/4xnfvae.jpg
Brakuje mi muzyki, która by pasowała swoim nastrojem do tego wiersza i obrazka.
Jakoś w tym wypadku nic mi nie pasuje.
Dlatego czekam na Wasze propozycje. Dopisek z dn. 23.10.2008 r.
Dziękuję Wam za wszystkie muzyczne propozycje. Wszystkie bardzo pasują do tego posta. Właśnie dlatego postanowiłem je teraz hurtem tutaj zalinkować
To od Shereni
To od Babci Barbie
To od Krakowianki
To od Marty
To od Dory
To od Impulsywnej
To od Brydzi
To od Tajemniczej
To od Dejaniry
To od Ananaska
To od Ptr-a
To od MariiDory
A więc jest wiele utworów do wyboru, każdy może wybrać to, co mu się podoba.
Ja sam też trochę poszperałem w Sieci i myślę, że także znalazłem coś odpowiedniego.
Coś pięknego, a jednocześnie wzruszającego
Witam po moim trzymiesięcznym blogowym urlopie. Przyznaję, że sympatycznie jest wrócić po dłuższym czasie na swoje stare śmieci No cóż, to były mocno szajbnięte trzy miesiące /wtajemniczeni wiedzą o co chodzi/. A co u mnie nowego? Co robiłem przez te trzy miesiące jako Smurff? Całkiem sporo - pisałem wiersze, z których pierwszy publikuję już w tym poście. Sporo też myślałem nad scenariuszem kilku nowych opowiadań, które też mam nadzieję za jakiś czas opublikować na tym blogu. No i wreszcie zacząłem robić to, co mi już od dłuższego czasu chodziło po głowie, a mianowicie blog z linkami do Waszych blogów. Ale o tym będzie mowa w moim kolejnym poście.
Po tym krótkim wstępie przejdźmy do wcześniej zapowiedzianego wiersza. Czymś w rodzaju uwertury do niego niech będzie ten utwór grupy Myslovitz. Może pozwolę sobie tutaj zacytować kawałek refrenu, bo za każdym razem gdy słyszę te słowa, dają mi one do myślenia.
"...sam dobrze wiesz że upadamy wtedy gdy nasze życie przestaje być codziennym zdumieniem..."
Niżej zamieszczony wiersz może nie jest jakiś szczególnie optymistyczny, ale jego przesłanie powinno być czytelne. Dedykuję go Impulsywnej oraz Violince.
*****************************
błagam zabierz mnie stąd ja nie chcę tutaj być nie tu gdzie wartość człowieka stanem konta się mierzy gdzie wszędzie widzę kretyńskie sztuczne uśmiechy gdzie już nikt w nic nie wierzy
spoglądam przez okno na ulicę ale cóż to nigdzie nie widzę ludzi tylko samotne wstęgi pojazdów stojących w korkach niczym drgające barwne kokardy a więc witaj bezduszny stalowy tłumie witaj w czasach pogardy
błagam zabierz mnie stąd daleko jak najdalej od kultu brzęczącej mamony od wichru obojętności od huraganu zakłamania spraw bym nigdy więcej nie słyszał natrętnego wycia potępieńców którzy wciąż chcą mnie zarazić toksyczną żądzą posiadania
uwolnij mnie z kajdan duchowej niewoli wyrwij z objęć dusznego marazmu który mnie przenika proszę zabierz mnie stąd weź mnie tam gdzie pachną kwiaty gdzie nie ma fałszu gdzie wciąż cicho gra jakaś cudowna muzyka
tam będę mógł taplać się w srebrzystym księżycowym pyle lub spacerować po barwnym łuku tęczy chwytając w dłonie słoneczne promienie będę się trzymał tej pięknej świetlistej poręczy
błagam zabierz mnie tam zlituj się nade mną tak bardzo cię proszę bo tutaj już wszystko można kupić tutaj już wszystko przelicza się na judaszowe srebrne grosze
a jednak w skrytości ducha dobrze wiem że zabrać mnie tam nie możesz bo nigdzie nie ma takiego miejsca które sobie wymarzyłem lecz dopóki tu jestem pomóż mi być abym mógł kiedyś sobie samemu powiedzieć nie miałem zbyt wiele ale dla mnie wystarczy wystarczy
że byłem
A na koniec mam coś w rodzaju małego pocieszenia. Wprawdzie napisałem, że nigdzie nie ma takiego miejsca, ale nie jest to do końca prawda, bo zawsze możemy odbyć muzyczną podróż w jedno z takich miejsc. Na przykład tutaj /zapraszam/.