Witaj Miły Gościu na pokładzie Linii Lotniczych "Smurffair". Rozgość się tutaj - mój wirtualny barek jest zawsze obficie zaopatrzony ;) Życzę wyłącznie miłych lotów i wielu przyjemnych wrażeń!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Smurffowe strofy.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Smurffowe strofy.. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 lutego 2013

Odeszłaś...


Porozrzucałem niektóre strofy tego wiersza już na kilku blogach... ale zdaje się, że tylko tutaj jest w całości...
W archiwum mam też jego alternatywną, nieco bardziej erotyczną wersję... ale tę chyba pozostawię sobie, na wypadek, gdyby przyszło mi kiedyś do głowy wydać mój tomik  poezji dla dorosłych ;)


proszę cię
zostań
nie odchodź jeszcze
pozwól mi dłużej
o wiele dłużej
przez całą wieczność
z tobą zostać
ale ty mnie nie słyszysz
odeszłaś
chociaż oczami wyobraźni
wciąż widzę
twą wysmukłą postać

zawiera się nade mną
przyobleczona w ciebie przestrzeń
i znów
bierze mnie
w swoje władanie
delikatnie tuli się 
i czule całuje
tak się ponownie zaczyna
nasze namiętne spotkanie

wciąż czuję
smak twoich ust
wciąż pamiętam
twych włosów szelest
wciąż mam wrażenie
że nadal jesteś gdzieś obok
chociaż rozum podpowiada mi
że już tak nie jest

odeszłaś
nie ma cię
zostało mi po tobie
tylko to mgliste
ulotne wspomnienie
ale wrócisz
wiem że wrócisz
na pewno wrócisz
inaczej nic mi nie pozostanie
nic
tylko cierpienie


czwartek, 14 lutego 2013

Wyznanie.


Walentynkowy nastrój, walentynkowy wiersz... 

ujmujesz mnie
każdym gestem
każdym słowem
twój brak
wynagradzam sobie
marzeniami
wczoraj
dziś
jutro
zawsze jesteś
przebywasz w mych snach
i pomiędzy snami

gdy odchodzisz ode mnie
umieram
gdy powracasz
zmartwychwstaję
moje dłonie
moje usta
moje serce
tylko tyle
aż tyle
z siebie daję

a gdy mnie zapytasz
czy mogę
ofiarować 
coś więcej
odpowiem
że nie 
- bo nie mogę
dać niczego
jeszcze bardziej
jeszcze silniej
i jeszcze goręcej


czwartek, 8 marca 2012

A gdyby Was nie było...


http://www.kokartki.pl/uploads/cards/files/ff53f41d1e33597f540d4afe2662551b.jpg

A gdybyście nie istniały - Wy - kobiety
Powiedzcie, po cóż mielibyśmy żyć?
Chyba westchnąwszy cicho "niestety"
Stracilibyśmy wówczas ochotę
Aby bez Was
Samotnie
Tutaj wciąż tkwić

A gdyby Was nie było,  drogie panie
Po cóż by miłość wtedy była?
Po co nam wiersze, kwiaty i gwiazdy
Skoro żadna z nich
W Waszych oczach
By nie zalśniła

A gdyby Was nie było - panie kochane
Powiedzcie, kogo byśmy kochać mieli?
Kogo byśmy wówczas pieścili i całowali
Gdyby nie było Was 
Przy nas
W śnieżnobiałej pościeli

A gdyby Was nie było, kobietki drogie
Wówczas Stwórca musiałby Was stworzyć
Bo po co my byśmy wtedy byli?
Życie bez Was
To przecież tak samo
Jak byśmy
W ogóle nie żyli 


Z okazji Dnia Kobiet 
wszystkim Paniom
które zaglądają na tego bloga
dużo zdrowia, szczęścia i miłości
życzy

niedziela, 27 listopada 2011

Ostatnie konwulsje jesieni.

Koniec jesieni niesie ze sobą wiele melancholii.
Na horyzoncie snują się mgły, a bezlistne szare drzewa zamierają bez ruchu w oczekiwaniu na zimę.
Wiele osób nie lubi tej pory roku. Fakt, w powietrzu czuje się wtedy chłód i wilgoć. "Zgniła pogoda" - mówią niektórzy.

Okrągły rok temu napisałem wiersz, który opowiada o tej porze roku, ale zanim go opublikowałem, nadeszła zima.
Lecz dzisiejsza, mokra, chłodna i bardzo pochmurna niedziela oraz pewien komentarz, który przeczytałem na gg sprawiły, że przypomniałem sobie o tym wierszu.

I dobrze, bo znów mógłbym nie zdążyć z jego publikacją ;)

mgliste poranki
i bezlistne drzewa
zmieniają świat wokół mnie
w trochę tajemniczą
szaro-białą matnię
zamykam się w domu
jak żółw w skorupie
piję gorącą herbatę
na poprawę nastroju
bo nie chcę spoglądać
na te ponure
jesieni konwulsje ostatnie

płacząca wierzba
mokra i cicha
stoi samotnie w parku
nad mrocznym stawem pochylona
pod nią zalega
grubą warstwa
butwiejących liści
nie chcę tego widzieć
jak jesień kona

posępne niebo
zasnute aż po brzegi
całunem popielatych chmur
spogląda litościwym wzrokiem
na kraczące wniebogłosy
przelatujące wrony
nie chcę tego widzieć
ani tego słyszeć
zakładam na uszy słuchawki
i patrzę daleko przed siebie
lecz widzę tylko
jesienny pejzaż zamglony

każdego roku jest tak samo
każdego roku wyczekuję
kiedy śnieg zasłoni szarość
a litościwy mróz
wszystko w srebro zamieni
Właśnie tak
co roku
kończą się
ostatnie konwulsje jesieni


A muzycznym dodatkiem do tego wiersza niech będzie ten, trochę zapomniany już utwór... moim zdaniem pasuje tutaj, bo o tej porze roku mam wrażenie, jakbyśmy wszyscy powoli znikali w tej niepodzielnie panującej szarości...

Samotny mężczyzna na pustym peronie
Przy jego boku walizka
Para oczu spogląda chłodno w milczeniu
Gdy on, przestraszony, próbuje się ukryć
Wszyscy znikamy w szarości...

Czuję deszcz przenikający angielskie lato
Słyszę melodie dalekiej piosenki
Wychodzę z plakatu - dekoracji
Pragnąc by życie nie było tak długie
Wszyscy znikamy w szarości...

Visage "Fade To Gray". Tłumaczenie - Tomasz Beksiński.

wtorek, 15 marca 2011

Niewinny erotyk.

http://christinacronk.files.wordpress.com/2010/07/full-moon-smoke.jpg

W pewną gwiaździstą noc po raz kolejny spotkali się.
On mówił jej, jak bardzo za nią tęsknił, że czekał na nią przez całe dnie.
Mówił, jak bardzo jej pragnie, jak ją pożąda, jak kocha.
Cóż z tego, skoro ona niespodziewanie puściła focha.
I tak, jak przy nim stała, jak blisko przy nim była
Tak nagle jak kamfora gwałtownie się ulotniła.
Aż westchnął cały w rozpaczy.
- O moja ukochana! Dokąd uciekłaś? Co to znaczy?
I zaczął gwałtownie szlochać...
Kap...kap...złociste krople mu z oczu spadają
Aż wiatr mu szepnął
- Nie płacz, ona wróci... zawsze wracają...

No i faktycznie - wróciła kiedyś w samym środku nocy.
- No, wreszcie jesteś moja ukochana!
Gdy tylko ją zobaczył, od razu zalśniły mu oczy.
A ona przytuliła się do niego, leciutko, nieśmiało.
Ale dla niego to było zdecydowanie za mało...
- Chcę ciebie całą! Oddaj mi się tutaj, na tej srebrzystej polanie!
- Och, jakiś ty piękny! Jaki dumny i władczy! No dobrze mój panie...
To mówiąc objęła go wpół, przywarła do niego, no i kochaś zniknął zupełnie...
Aż po trzech godzinach zmęczony powiada
- No zejdź wreszcie ze mnie...
- Otuliłaś mnie sobą tak, że mucha nie siada...
Zrobiła to niechętnie, ociągając się, powoli.
- Ależ mój panie... myślałam, że będziemy kochać się do woli...
- Nie wiedziałem, że jesteś taką namiętną kochanką - szepnął zawstydzony.
- Tak to jest z facetami... na początku jurny, niby lew nieposkromiony...
- A jak już przejdzie taki ochoczy kochanek do dzieła
- Wtedy zaraz blednie i w oczach gaśnie...
Gdzieś niedaleko w szuwarach żaby zarechotały...
Jakby mówiły - ooo właśnie!, ooo właśnie!!!


Ale przyszła do niego nazajutrz, lekko po północy.
- Kochaj się ze mną - szepnęła czule patrząc mu prosto w oczy.
Kochali się długo i namiętnie.
Az nad ranem wiatr powiał...
- Muszę już iść...żegnaj mój miły - powiedziała smętnie.
Na dźwięk tych słów gwałtowne przeszyły go dreszcze.
- Oooch, nie - wyrwało mu się - mówię ci, zostań! Nie odchodź jeszcze!
- Muszę mój słodki... bo ta cudowna noc też już powoli kończy się i kona... 
Mówiąc to po raz ostatni wzięła go w ramiona...

Kim byli owi kochankowie? Kto zgadnie? Kto wie?
A kto jeszcze tego nie wie, ale dowiedzieć się chce?
Komu w trakcie lektury z wrażenia lekko pokraśniały lica?
A kto czytając miał przed oczami
Księżyc mgłą otulony...
Albo mgłę osnutą promieniami Księżyca...


środa, 19 stycznia 2011

Chcę frunąć.

 http://www.ziolkowskigregor.de/imagesPAST/Verzweiflung.jpg
Pisałem już kiedyś o tym wierszu, ale wtedy gdzieś mi się zapodział. A dziś jakimś dziwnym zrządzeniem losu udało mi się go odszukać. No więc - włala ;)

************************
 
odziany w czarny długi płaszcz
chcę frunąć ponad horyzontem
spoglądać raz na ziemię, raz na niebo
przyozdobione złocistym gontem
chcę choćby tylko raz
barierę niemożności
wokół siebie przesunąć
chcę śnić na jawie
chcę tańczyć we śnie
chcę frunąć, chcę frunąć, chcę frunąć!

zanurzyć się choćby tylko jeden raz
w błękitnej podniebnej przestrzeni
rozpiętymi skrzydłami rozcinać łuk tęczy
co chełpliwie setką barw się mieni
i lecieć tak, nurzając się w świetle gwiazd
a potem to mogę nawet
podobnie jak Ikar, gwałtownie w dół runąć
a co mi tam...
przecież to będzie jak skok na bungee...
chcę frunąć, chcę frunąć, chcę frunąć!

nasze życie jest krótkie, a wieczność ucieka
szare okruchy dnia codziennie zbieramy
chcę moje życie przeżyć świadomie
smakując je wszystkimi moimi zmysłami
nie bać się żyć i nie bać się umrzeć
granice strachu od siebie odsunąć
w końcu kto wie, co nas czeka
tam, po drugiej stronie?
dlatego chcę frunąć, chcę frunąć, chcę frunąć!


poniedziałek, 20 września 2010

Odpływam do realu.




Dziś chcę
Na jakiś czas
Pożegnać się
Z blogowaniem
I już na zawsze
Pożegnać się
Z tym blogiem
Kiedyś musiało to nastąpić
Więc proszę
Nie miejcie o to
Do mnie żalu
Teraz
Z wolna
Podnoszę kotwicę
Zwalniam cumy
Bo już za chwilę
Odpływam
Odpływam
Odpływam do realu

To był
Bardzo miło
Spędzony czas
Świetna zabawa
Lecz wszystko ma swój kres
Nadszedł czas
By się pożegnać
Bo tutaj
Dla mnie
Jest już
Po baluWięc
Pomału stawiam
Wszystkie żagle
I już za chwilę
Odpływam
Odpływam
Odpływam do realu

Dziękuję
Wam wszystkim
Za to
Że tu ze mną byliście
Za wszystkie miłe słowa
Zachowam je w sercu głęboko
Lecz nadszedł już czas
By powiedzieć
Żegnaj wirtualu
Mój żaglowiec
Stoi gotów do drogi
A zatem
Zajmuję miejsce
Za sterem
I chwytając w żagle
Pomyślne wiatry
Odpływam
Odpływam
Odpływam do realu

  
http://www.thebungalowbroome.com.au/images/Yachtsunset.jpg

   Na jakiś czas faktycznie odpływam do realu, a gdy wrócę, szukajcie mnie w tym porcie, bo do tego portu już nie zamierzam wracać.

   A na koniec mam dla Was pomyślne wieści - bo ja co prawda odpływam do realu, ale nigdy nie odpłyną Rzeki Snu...


czwartek, 20 listopada 2008

Niebiańskie łąki.

Dziś chciałbym w bardziej poetycki sposób ująć to wszystko, o czym pisałem w moim ostatnim poście.
Ten wiersz dedykuję wszystkim, którzy tutaj do mnie zaglądają - ku pokrzepieniu serc.

****************************************

Każdy z nas
Ma tylko
Jedno serce
Każdy
Tylko jedną
Duszę ma
Lecz mimo to
Nie żegnaj się
Dziś ze mną
Bo wierzę
Że kiedyś
Na niebiańskich łąkach
Spotkamy się znów
Ty i ja

Chociaż zwątpienie
Wkradło się
Do naszych serc
Chociaż nasza wiara
Bywa czasem
Taka mała
To jednak wierzę
Że niebiańskie łąki
Trwają dłużej
Niż trwa
Nasz świat
Dłużej
Niż trwa
Wieczność cała


Wierzę
Że tak jest
Wierzę
Że gdzieś tam
Czekają  nas
Nowe
Cudowne doświadczenia
Więc
Nie mów mi
"Żegnaj"
Mów zawsze
"Do zobaczenia"


Więc tańczmy radośnie
W rytmie flamenco
Chociaż powoli gaśnie
Nasze słońce
I pierwsze gwiazdy
Już się zapalają
Spójrz w górę
Czy widzisz
Tę złocistą łunę
Tam daleko
Na horyzoncie?
To znak
Że niebiańskie łąki
Na nas czekają



  
http://th.interia.pl/50,b10c835fb1743494/Hope_in_Despair_by_AnnaKirsten.jpg

Może tym razem to ja pierwszy zaproponuję oprawę muzyczną do tego wiersza.

A Wy, jeśli chcecie, możecie podać w komentarzach swoje własne propozycje.
Będzie mi bardzo miło ich posłuchać, a później je zalinkować.


   Dopisek z dn. 23.11.2008 r.

   Dziękuję Wam za wszystkie komentarze.
   Zgodnie ze złożoną wcześniej obietnicą, w dniu dzisiejszym zalinkowałem wszystkie złożone przez Was muzyczne propozycje.
   Oto one.

   To od Violinki <klik>
   To od Violi Silvestris <klik>
   To od Ptr-a Kanalii <klik>
   To od Dory <klik>
   To od Leny <klik>
   To od Krakowianki <klik>
   To od Babci Barbie <klik>
   To od Marii Dory  <klik>
   To od Lucy <klik>
   To od Dejaniry <klik>

   Dziękuję Wam za te muzyczne propozycje i przepraszam, że tym razem nie odpowiadałem na komentarze.

niedziela, 19 października 2008

Bez skrzydeł w półmroku.

  Inspiracją do napisania tego wiersza stał się blog Shereni.
   Początkowo nie czułem się na tym blogu zbyt dobrze - odbierałem go jako dość mroczny i posępny. Cały czas miałem wrażenie, jakby ten blog skrywał przede mną jakieś swoje tajemnice...
   Po pewnym czasie odkryłem tam jeszcze jedną tajemnicę - otóż, ile razy tam jestem, tyle razy ten blog do mnie przemawia, jakby chciał mi coś powiedzieć...
   Zainspirowany tymi moimi wrażeniami, a także słowami, które za każdym razem rzucają mi się w oczy

Ostatnio często czuję się tak,
jakby ktoś oberwał mi skrzydła...
 

postanowiłem przekuć te moje odczucia na bardziej poetycką formę.
   Właśnie w ten sposób powstał ten wiersz.
   Dedykuję go Autorce omawianego bloga.

*******************************************

cały czas
błądzimy gdzieś

bez skrzydeł
wędrując przez życie
na spotkanie przeznaczenia
raz po raz
zanurzając twarz
w pełnym
rzęsistych łez
słonym potoku
cały czas
miotamy się
pomiędzy złotym
blaskiem dnia
a srebrnym
lśnieniem nocy
skazani na życie
bez skrzydeł
w półmroku

bezwiednie
lgniemy do światła
jak ćmy
szukające wybawienia
w jasnym świecy płomieniu
podstępnie zamknięci
w pułapce czasu
z wolna płyniemy
stąd do wieczności
nieszczęśnicy
wygnani z raju
już od dzieciństwa
trwale zamknięci
w bezlitosnym
sarkofagu samotności

jak znaleźć szczęście
nie mając skrzydeł
jak odnaleźć sens i wybawienie
życie w półmroku
tak krótko trwa
krócej niż oka mgnienie

a jednak czasem
dostrzegam
jasny promyk szczęścia
w twoim wzroku
i to jest najlepszy znak
że nadzieja wciąż żyje w nas
nawet bez skrzydeł
w półmroku

  
http://i14.tinypic.com/4xnfvae.jpg

   Brakuje mi muzyki, która by pasowała swoim nastrojem do tego wiersza i obrazka.
   Jakoś w tym wypadku nic mi nie pasuje.
   Dlatego czekam na Wasze propozycje.


   Dopisek z dn. 23.10.2008 r.

   Dziękuję Wam za wszystkie muzyczne propozycje. Wszystkie bardzo pasują do tego posta. Właśnie dlatego postanowiłem je teraz hurtem tutaj zalinkować hahaha

   To od Shereni 
   To od Babci Barbie 
   To od Krakowianki 
   To od Marty 
   To od Dory 
   To od Impulsywnej 
   To od Brydzi 
   To od Tajemniczej 
   To od Dejaniry 
   To od Ananaska 
   To od Ptr-a  
   To od MariiDory  

   A więc jest wiele utworów do wyboru, każdy może wybrać to, co mu się podoba.

   Ja sam też trochę poszperałem w Sieci i myślę, że także znalazłem coś odpowiedniego.
   Coś pięknego, a jednocześnie wzruszającego 

czwartek, 2 października 2008

Pomóż być.

   Witam po moim trzymiesięcznym blogowym urlopie. Przyznaję, że sympatycznie jest wrócić po dłuższym czasie na swoje stare śmieci hihi 
   No cóż, to były mocno szajbnięte trzy miesiące hehe /wtajemniczeni wiedzą o co chodzi/.
   A co u mnie nowego? Co robiłem przez te trzy miesiące jako Smurff?
   Całkiem sporo - pisałem wiersze, z których pierwszy publikuję już w tym poście. Sporo też myślałem nad scenariuszem kilku nowych opowiadań, które też mam nadzieję za jakiś czas opublikować na tym blogu. No i wreszcie zacząłem robić to, co mi już od dłuższego czasu chodziło po głowie, a mianowicie blog z linkami do Waszych blogów. Ale o tym będzie mowa w moim kolejnym poście.

   Po tym krótkim wstępie przejdźmy do wcześniej zapowiedzianego wiersza. Czymś w rodzaju uwertury do niego niech będzie ten utwór grupy Myslovitz. Może pozwolę sobie tutaj zacytować kawałek refrenu, bo za każdym razem gdy słyszę te słowa, dają mi one do myślenia.

"...sam dobrze wiesz
że upadamy wtedy gdy
nasze życie przestaje być
codziennym zdumieniem..."

   Niżej zamieszczony wiersz może nie jest jakiś szczególnie optymistyczny, ale jego przesłanie powinno być czytelne.
   Dedykuję go Impulsywnej oraz Violince.
*****************************
          
                                  błagam
                                  zabierz mnie stąd
                                  ja nie chcę tutaj być
                                  nie tu
                                  gdzie wartość człowieka
                                  stanem konta się mierzy
                                  gdzie wszędzie widzę
                                  kretyńskie
                                  sztuczne uśmiechy
                                  gdzie już nikt
                                  w nic
                                  nie wierzy

                                                            spoglądam przez okno
                                                            na ulicę
                                                            ale cóż to
                                                            nigdzie
                                                            nie widzę ludzi
                                                            tylko samotne wstęgi pojazdów
                                                            stojących w korkach
                                                            niczym
                                                            drgające
                                                            barwne kokardy
                                                            a więc witaj
                                                            bezduszny stalowy tłumie
                                                            witaj w czasach pogardy

                                  błagam
                                  zabierz mnie stąd
                                  daleko
                                  jak najdalej
                                  od kultu brzęczącej mamony
                                  od wichru obojętności
                                  od huraganu zakłamania
                                  spraw
                                  bym nigdy więcej nie słyszał
                                  natrętnego wycia potępieńców
                                  którzy wciąż 
                                  chcą mnie zarazić
                                  toksyczną żądzą posiadania

                                                            uwolnij mnie
                                                            z kajdan duchowej niewoli
                                                            wyrwij
                                                            z objęć dusznego marazmu
                                                            który mnie przenika
                                                            proszę 
                                                            zabierz mnie stąd
                                                            weź mnie tam
                                                            gdzie pachną kwiaty
                                                            gdzie nie ma fałszu
                                                            gdzie wciąż
                                                            cicho gra
                                                            jakaś cudowna muzyka

                                  tam będę mógł
                                  taplać się
                                  w srebrzystym księżycowym pyle
                                  lub spacerować
                                  po barwnym łuku tęczy
                                  chwytając w dłonie
                                  słoneczne promienie
                                  będę się trzymał
                                  tej pięknej
                                  świetlistej poręczy

                                                            błagam
                                                            zabierz mnie tam
                                                            zlituj się nade mną
                                                            tak bardzo cię proszę
                                                            bo tutaj
                                                            już wszystko można kupić
                                                            tutaj 
                                                            już wszystko
                                                            przelicza się
                                                            na judaszowe
                                                            srebrne grosze

                                  a jednak
                                  w skrytości ducha
                                  dobrze wiem
                                  że zabrać mnie tam
                                  nie możesz
                                  bo nigdzie nie ma
                                  takiego miejsca
                                  które sobie wymarzyłem
                                  lecz dopóki tu jestem
                                  pomóż mi być
                                  abym mógł
                                  kiedyś
                                  sobie samemu 
                                  powiedzieć
                                  nie miałem zbyt wiele
                                  ale dla mnie wystarczy
                                  wystarczy
                                  że byłem

  

   A na koniec mam coś w rodzaju małego pocieszenia. Wprawdzie napisałem, że nigdzie nie ma takiego miejsca, ale nie jest to do końca prawda, bo zawsze możemy odbyć muzyczną podróż w jedno z takich miejsc. Na przykład tutaj /zapraszam/.